"Nie stworzył Jasia i Jasia. Nie stworzył też dwóch Małgosi,
Stworzył Jasia i Małgosię!"

Sylwester Laskowski

Jaś i Małgosia.

Jaś i Małgosia - serwis dla zakochanych, kochających i czekających na miłość.

ebooki książki nagrania w mediach polecam

publikacje » wiersze » 1994

Wiersze 1994

<<1993 1995>>

Aralateta. Ta co już lat
osiem i dziesięć w sumie ma.

Jeszcze chwila i kląć będę
jeśli znów mi się nie uda.
To już piąty raz się trudzę
aby zacząć. Znowu skucha!

Więc dotrzymam obietnicy.
Mać ladacznic w wianek złożę,
puszczę w świat a potem znowu
w twórczą pracę siły włożę,

aby w końcu choć namiastka
wiersza dla Cię zaistniała,
wtedy może z górki pójdzie.
Już się sprężam, więc: Uwaga!

Dobrze wiedzieć o czym pisać.
W tematyczne ramy ująć
pomysł. Potem go rozwinąć.
Słowa "koniec" nie pominąć.

A po wszystkim wstać z krzesełka,
w miękkim foteliku zasiąść,
na spokojnie raz przeczytać,
potem z dumą się podpisać.

Ale co tam mi z teorii.
Czas do pracy się zabierać.
Zacznę pisać, pomysł w trakcie
przyjdzie. Nie ma tu z czym zwlekać.

I nastała chwila ciszy.
Na sekundę dech wstrzymałem.
Spokój przywróciłem myślom.
Do pisania się zabrałem.

Ale nie wiem czy był falstart,
czy przespałem strzał startera.
Fakt jest faktem - był niewypał.
Znów upadłem. Leżę teraz.

I czy znajdę znowu siły
by się podnieść i zawalczyć
o sensowny pomysł? Potem
w skromne strofy go przyodziać.

Może góry dziś opiszę
chwaląc Boga w ich potędze
lub do pracy wciąż gotowe
wyciągnięte człeka ręce.

Nie, to nie jest dobry pomysł.
Wszyscy teraz piszą o tym.
Bardziej oryginalne będą
ptaków wiosenne zaloty.

Ale to jest okresowy,
co przeminie z wiosną temat.
Ja na wszystkie pory chciałbym
wiersz napisać lub poemat.

Wiem! Mam temat bardzo dobry!
Wprost na gazet strony pierwsze!
Ale ja być dziennikarzem nie chcę,
tylko wieszczem. To po pierwsze.

- A po drugie wydarzenia
z Jugosławii żywcem wzięte,
nie są dobrym materiałem
na wierszyki. Zmień przynętę.

Lub gdzie indziej sieć swą zarzuć
byś sensowny wiersz wyłowił.
Bo ty Sylwek to nie myślisz.
Coś ty w szkole średniej robił?

- Na gitarze grałem. - rzekłem
głos wydając dość nieśmiało.
- A! To zmienia postać rzeczy.
Tak też mi się wydawało.

Zdawał mi się mądrze radzić
dochodzący głos gdzieś z wnętrza.
- Znacznie lepiej będzie jeśli
nie napiszesz dzisiaj wiersza.

-Co! Dlaczego? Kurde, za co?
Chcę napisać wiersz i basta!
- Sorry mój maleńki, ale
ty się prędzej tu zachlastasz.

Tego było już za wiele.
Ktoś mi dumę podkopuje.
- Zaraz ci tu wiersz odwalę.
Będzie niezły! Tak coś czuję.

I ruszyłem pełną parą
w wir Syzyfa godną pracę.
- Co jak co, lecz swojej dumy
byle jak to ja nie stracę.

Dosyć duże rzeki w Wiśle
przepłynęło przez Warszawę
nim długopis odłożyłem
i się wziąłem za gitarę.

Wybacz mi, żem nie napisał
na Twą cześć i chwałę wiersza,
ale niemoc od pragnienia
dużo razy była większa.

Więc zaśpiewam Ci piosenkę
pobrzdękując na gitarze.
Wierszy chwilowo nie piszę.
Co z tym będzie? Czas pokaże.

Do piosenki i brzdąkania
też dołączam to życzenie
byśmy za lat kilkadziesiąt
razem się spotkali w Niebie.

Na 18-ste urodziny Arlety.
Warszawa 28. 08. 1994.

powrót na górę strony


Satyra na leniwych animatorów

Jedno życie masz, kilka tysięcy dni.
Jeśli chcesz zachować twarz musisz dzielny być.
Słuchaj mądrych rad i w pokorę oblecz się.
Plamę dajesz więc teraz słuchaj mnie.
Weź się dziś do roboty!

Nie rycz! Nie maż się! Nie jest przecież tak źle.
Wczoraj było gorzej, jutro kolejny dzień.
Szansę nową masz, daję znowu ją Ci
abyś lepszy dla mnie i dla siebie był.
A więc weź się dziś do roboty!

Nigdy nie jest późno by szczęśliwym być,
by innym ludziom obok Ciebie było fajnie żyć,
abyś nie nudził, nie usypiał, nie zadręczał ich.
Czas naprawić błędy a więc nabierz sił.
I weź się dziś do roboty!

Rekolekcje Oazowe
Stasikówka lipiec 1994

powrót na górę strony


Betisz 18

Wszakże Nicponiem nikt się nie staje
zaraz po wyjściu z rodzicy łona.
Jednak po pierwszym chrzcie pieluchowym
do nicpowatości nie długa droga.

Z początku ostrożnie, na reakcję patrząc
kroczek po kroczku czyni kandydat.
Tu zbije wazon, tam młodszą siostrę
i mówią rodzice - "to jest aparat!"

Więc Szczyl się cieszy bo jest Aparatem.
Zawsze to więcej niż Grzeczny Synek.
Pragnąc kolejne szczeble zdobywać
wyrzuca z okna brata bębenek.

Wpierdziel spuszczają mądrzy rodzice
w nadziei, że się Będzwał poprawi.
Ale Aparat Będzwałem będąc
o mianie Łobuza nieśmiało marzy.

Więc całkiem śmiało gdy przyjdzie okazja
wypuszcza kamień przypadkiem w szybę,
idzie na wagary, gubi tornister,
jako zakładkę traktuje rybę.

Z czasem gdy lata w dziesiątkach liczy
lepsze numery ma w repertuarze:
pobicia, upicia, przepicia, zapicia,
napady, gwałty, porwania, kradzieże.

Wcale nie przeciętny, wierny ideałom
być Nicponiem pragnie i to jak najprędzej.
Więc się bardziej bestwi, z przeszkodami zmaga
na cel nieszlachetny z siebie daje więcej.

Godzinami ćwiczy kieszonkowców sztuczki,
kurs spawacza kończy by pruć kasy sprawnie,
klucza też nie nosi aby nie wyjść z prawy,
rzuca nożem. Być Nicponiem bardzo pragnie.

Wreszcie schwytany podczas jednej z akcji,
kiedy bombę podkładał tuż pod ambasadą
do aresztu trafia, miejsca snów dziecięcych
potem staje dumnie przed przysięgłych ławą.

Do celi wracając na najbliższe lata,
czuje satysfakcję z dzieł, które dokonał.
Siadł na swojej pryczy, nogi w przód wyciągnął,
świeże wiadomości w gazecie przeczytał.

A z wieści najnowszych jedno go pochłania,
absorbuje w całości, ego wznosząc w górę.
Nowina, co sprawia, że nic mu nie trzeba,
bo ma to na co czekał, czemu poddał wiarę.

W głównej rubryce tytułowej strony
taka notatka oto widniała:
"Wczoraj wieczorem, tuż przed ambasadą
policja wielkiego NICPONIA schwytała".

Morał z historyjki odgadnęło wielu.
Teraz swoim dzieciom mądre rady dają.
Ucz się od Nicponi jak dążyć do celu.
Oni także mądrą swą opowieść mają.

...

Wybacz Beti droga Sylwkowi niecnemu
nieobecność jego parę dzionków temu,
gdy to świętowanie wielkie w domu Twoim było.
Jemu owej nocy kolokwium się śniło.

Beacie Szaramie na 18-ste urodziny
Warszawa 10. 04. 1994.

powrót na górę strony


Janosikowe święto

Za górami, za lasami
gdzie skowronek śpiewał cosik
w małej chatce, tuż przy lesie
żyła Anna. Ot Janosik.

Dość poczciwa kobiecina.
Z wilkiem w zgodzie zawsze żyła,
przez co losu Kaptureczka
oraz Babci nie dzieliła.

A i Jagę co Marysię
oraz Jasia upiec chciała
dnia każdego o poranku
słowem "witaj" pozdrawiała.

W okolicy wszystkie smoki
dobre serce Anny znały.
Wszelkie jej roboty ręczne
i kanapki podziwiały.

I Balbinka, i Kaczątko,
i Dziewczynka z Zapałkami,
Rumcajs i Dratewka - Szewczyk
z Anną byli przyjaciółmi.

Więc gdy przyszło święto wielkie
- Siedemnaste Urodziny
cały las ów dzień świętował.
A nazajutrz poprawiny.

I ja także - niecny Sylwek
chcę świętować razem z nimi.
Więc Ci w liście wierszyk piszę
gdyż nie mogę w odwiedziny.

Ani Krawaczek
Warszawa 17. 03. 1994.

powrót na górę strony


Piosenka

Z gliny i z żebra uczyniłeś ją.
Tak - dla niej samej, lecz i dla mnie.
Bym tęsknił, czekał, dał jej koc
gdy zimno, by przykryła się.

Ramieniem służył przy kałuży,
kurtką, gdy deszcz jesienny pada,
ustąpił miejsca w autobusie,
pomógł torbę nieść.

Niech będzie dzień ten uwielbiony,
gdy z żebra stała się kobieta.
Tak - cały czas będę troszczył się
o ten dar.

O daj mi siły dobry Panie,
bym lepszym co dzień stawał się
dla mnie samego, lecz i dla niej.
Dla niej też.

3. 08. 1994.

powrót na górę strony


Całkiem dla Doroty

Bo nie jest łatwo z tysiąca cudownych
jedną, najlepszą rzecz dla siebie wybrać
spokój i radość w sobie zachowując,
gdyż w końcu z czegoś trzeba zrezygnować.

Gdy chcesz niesłychanym zostać gitarzystą
to z marzeń zrezygnuj o byciu siatkarzem.
Jest niemożliwe potężnie grzać w piłkę
i delikatnych mieć dłoni za razem.

Lecz problem prawdziwy wtedy powstaje,
gdy się nam żenić przyjdzie na tym świecie.
Urok kobiecości w różnym wydaniu
pociąga, zachwyca. A jedno masz serce.

Choć miejsca w nim znajdziesz dostatek dla wszystkich,
którzy w człowieczeństwie kres podróży widzą,
to tylko jedną z niewiast Twego życia
nazywał będziesz swoją królową.

Rzecz tę całkowicie odwrócić możemy
panie z panami w roli zamieniając.
Fabuła podobna, epizody różne,
lecz ten sam problem ogólnie rzecz biorąc.

Wydawałoby się, że w tym labiryncie
właściwej drogi odnaleźć się nie da.
Że pogmatwamy swe własne życia
chwytając się tego co w ręce nam wpada.

Już nie zważając specjalnie na to,
że może poczekać by się przydało
na coś lub kogoś dla nas lepszego
by w pełni życie nam się udało.

Nie widząc tego co czeka w przyszłości
ciężko jest oddać to co mam teraz.
Duże ryzyko i stawka wysoka.
Odczułaś to już zapewne nie raz.

Lecz człeka Stworzyciel ma wzrok przenikliwy
co dotrze przez mroki jutrzejszej nocy,
do dnia następnego i po nim przyszłego.
Na całe Twe życie starczy mu mocy.

On wie co uczynić byś żyła najlepiej
gdzie iść, czym się zająć, gdzie zwolnić w pogoni.
Chce być drogowskazem, wsparciem, umocnieniem.
I bądź tego pewna - nie puści Twej dłoni.

Troskę sprawując nad żywotem Twoim
wie doskonale jak to uczynić
byś trwając w komunii z Jednorodzonym
nazbyt poważnie nie miała się mylić.

Tak więc Ci życzę Dorotko mi droga
w dniu Twych imienin, które nastały
byś nie lękała się o przyszłe swe dzieje
choć by Cię trudne chwile spotkały.

Ma moc Bóg taką by to obrócić
w sposób jedynie Jemu wiadomy
tak aby wszystko dla Twego dobra
działało. (A ogórek jest zielony).

Sam już nie wiem czy chcę żony,
czym do tego jest stworzony,
czy są jakieś inne strony
życia w pełni właśnie dla mnie.

Któż to zgadnie co wypadnie
w życiu moim za dni parę,
kiedy jare serce rwie się
po gitarę gdy dni szare.

Dorocie Kozłowskiej
Koda w Ostrołęce luty 1994.

powrót na górę strony


Nie znajduję słów
aby Ci powiedzieć - dziękuję

Za wieczór, noc całą i dzień do piętnastej,
za taniec, słodkości i długie rozmowy,
za uśmiech i fotel, obiad przy stoliku,
herbatę w kawiarni i spacer czadowy.

Cudowne "już chodźmy" w sklepie muzycznym,
balony nad ranem, nowe znajomości,
za wielką cierpliwość gdym spóźnił się ... "trochę",
"za rok znów matura", co w sercu mym gości.

"Kasztany" i kieckę, co kręci się w koło
i Izę, i Arka, i Wojtka, i innych,
buziaka na koniec, szaleństwa na sali
i pana z gitarą, moc przebojów słynnych.

I wszystko co z tymi dwoma dniami związane
co wokół studniówki się obracało,
w sercu radością zaowocowało
i w naszej pamięci na zawsze zostało.

Ewie Sarnackiej
tuż po studniówce w Łomży styczeń 1994.

powrót na górę strony


No bo Cię lubię!

Zmęczony jestem dniem, który nastał
zbudzony rankiem o wschodzie słońca.
I choć już wiele w nim uczyniłem
to jak na razie nie widać końca.

Sennością znużone powieki moje
do snu wzywają dość natarczywie.
Lecz ja się nie dam ot tak pokonać,
bo dzielny jestem. To rzekłszy zasnął.

Dalej poemat na święto Twoje
piszę dnia następnego wieczorem.
Nie chciałem za mocno zmęczyć mych powiek
więc pozwoliłem odpocząć im trochę.

Zresztą dość często o tę przysługę
proszą zmęczone mnie powieki drogie.
Zwłaszcza nad ranem, gdy wstawać z łoża
przyjdzie. Więc dłużej śpię trochę sobie.

Ponoć to nie jest za bardzo dobrze
połowę życia swego przesypiać.
Gdy to odkryję to postanawiam
wstawać ze słońcem. Nie łatwo wytrwać.

Zwykle udaje mi się przez dwa,
no a w porywach do czterech dni.
Lecz gdy w ten sposób umartwiam się,
to potem w nocy koszmar się śni.

Że już od teraz po wieczne czasy
wstawać mi przyjdzie tak wczesnym rankiem.
I wtedy rozsądek wnet odzyskuję
no i się zrywam tuż przed południem.

Lecz uwierz mi Dejdżuśku drogi,
że tak potrzeba, to tak dla zdrowia.
Bo gdy się wstaje po środku nocy,
to w dzień na przykład boli Cię... głowa.

Tak więc się troszczyć o sen należy.
Wstawać wraz z pierwszym hejnału brzmieniem.
Włosy przygładzić, ropę wydłubać
no i uświetnić zdrowym ziewaniem.

Jednak gdy nad to wszystko zapragniesz
cosik dobrego zrobić w swym życiu,
dojść gdzieś daleko, gdzieżeś nie była
te dziwy ujrzeć, co są w ukryciu.

To warto podjąć to ryzyko
snów koszmarnych zlanych potem
i powitać ranne słońce,
które kwiaty stroi złotem.

Tak już jest w tym naszym życiu,
że nie łatwo nam przychodzi
coś dobrego z nim uczynić.
Lecz pragnienie to się rodzi,

gdy do serca dokładamy
drwa by płomień był gorący,
zimę samotności rozgrzał,
wierze w przyjaźń dodał mocy.

Bądź cierpliwym i wytrwałym
stróżem ognia swego serca,
szczęścia i wolności bliskich,
wiary oraz oczu słońca.

Chcę ja tego byś wiedziała,
że mój świat bez Ciebie Dżuśka
nie byłby aż tak cudownym.
Wdzięczny jestem. Duża buźka.

Pragnę Bogu - Panu Niebios
ciągle szczęście Twe polecać
i samemu starań wszelkich
do radości Twojej dodać.

Na 18-ste urodziny Doroty Kozłowskiej.
Ostrołęka 11. 01. 1994.

powrót na górę strony


<<1993 1995>>

publikacje » wiersze » 1994


Chcesz otrzymywać informacje o inicjatywach
i publikacjach Jasia i Małgosi?


* Nie rozdajemy i nie sprzedajemy adresów e-mail.
* Jednym kliknięciem wypiszesz się z tej listy.

Double Wings - dobry zespół muzyczny na wesele!

Abyście zaczęli z rozmachem, odważnie, z mocną wiarą, że miłość
rozdzielić może tylko śmierć!


Sylwester Laskowski
lider grupy Double Wings