|
Wakacje
Szukam tu, szukam tam,
za mamonę czas swój dam.
Wierzyć chcę jednak, że
ważniejszy jestem niż wróbel.
Warszawa lipiec 1996
powrót na górę strony
Nowe wyciery
Choćbyś najbardziej fajne i modne,
nowiuśkie portki miał sobie kupić,
czy są mój drogi dosyć wygodne,
zbyt nie obcisłe pamiętaj sprawdzić.
W przeciwnym razie nigdy nie zaznasz
chwili wytchnienia podczas siedzenia.
Za to wszelakich ucisków doznasz.
Warszawa 10. 10. 1996.
powrót na górę strony
Ewula - Konewko!
... raz kolejny widzę drzewko
ponad stawem, gdzie nad ranem
kaczki i gołębie pary wierne, rozganiają mary,
które nocą tutaj właśnie, sprzeczki toczą oraz waśnie.
Jest to centrum Ujazdowskich, leśnych borów podwarszawskich.
Tu niespełna temu rok uczyniłem na bok skok
już nie idąc do Łazienek, w których byłem w każdy dzionek.
Znów ujrzałem ową ławkę, z której dobrze widać trawkę.
Jak rok temu, no bo czemu
niby nie, natchnąłem się
znowu tu, srutututu
myślą o żyrafie... szafie.
Znowu gitarowe dźwięki sobą wypełniają wszelki
cichy wiosny później bezmiar, chcąc uczynić mego ciężar
o naukę bojowania, fortepianowego grania
trochę mniejszym, trochę lżejszym, oraz mnie stokroć mężniejszym.
Piszę więc do Ciebie Ewa, bo fajowe są te drzewa.
i choć ławkę mi zajęli i nie myślę o kąpieli
w owym opisanym stawie. Zapowiada się ciekawie
bo mam do czytania z sobą z komutacji wiedzę nową.
Ewie Mierzejewskiej
Warszawa 8. 06. 1996.
powrót na górę strony
Projekt u Masiaka
O ja nieszczęsny! Krwisto-bolesny
los nastał dla mych, trudem zoranych
grzbietowych większych i żebrowych mniejszych
wsporników ciała (twardych jak skała).
Boleść tę znoszę, ale nie wnoszę
w pokorze swojej protestów. Koję
porywcze serce, które w rozterce
zerka z Twą stronę. Ach! Jakże płonę!
Szukam sposobu sumienia głodu
aby nie wzmagać. Nie chcę odkładać
owej możności do powinności
rychłej spełnienia, Cię odciążenia.
Lecz ogrom pracy, dany na tacy
od życia dla mnie, ciśnie dosadnie
dobę ściskając. W tym wszystkim trwając
widzę niemożność aby tę dążność
serducha swego zrealizować.
Tomkowi Trockiemu
Warszawa 2.06.1996}
powrót na górę strony
Majowe wspomnienia
Drzew włosy rozwiane wiatru ciepłym tchnieniem,
wplecione w me myśli pełne zabiegania,
przywracają ciszę otulając cieniem
wytrwałej, młodzieńczej woli miłowania.
Niepośpiechu pejzaż zachwycił mnie nowy.
Podszedłem więc bliżej. Delikatnie palcem
zepchnąłem na ziemię kroplę wspomnień z trawy,
która świadkiem była czasów gdym był malcem.
Czasów dawnych krople, niczym sznur korali
rozprysł się po ziemi suchej zapomnieniem.
Znów zakwitły kwiaty, które żeśmy siali,
zachwycając miłym woni swej westchnieniem.
Ujrzałem kobietę co ciepłem spojrzenia
choroby zimowej lody roztapiała.
Stała tuż za oknem, wolna od zwątpienia.
Choć mróz dokuczliwy książkę mi czytała.
Znów podszedłem bliżej. Przez lat wielu mglistość
nie mogłem niestety słuchem treści objąć.
Lecz jej twarz poznałem. Wyczułem tę bliskość,
którą serca dłonią znowu mogłem dotknąć.
Stała tak codziennie z okna drugiej strony,
które mróz od ciepła i zdrowych od chorych
szczelnie oddzielało. Byłem nieświadomy,
żądając ciekawych bajek codzień nowych.
Patrzyłem w tę kroplę całą mokrą łzami
i pojąć nie mogłem cóż jest to za siła,
co ból zimna topi. Wnet myśl przyszła ta mi,
że to Miłość Matki gorącą tak była.
Kochanej Mamie
Warszawa 26. 05. 1996.
powrót na górę strony
Filozofia
Obrazki, obrazki, kolorowe brzaski,
na radość dla laski,
gdy całkiem bez maski
na wierzch twarzy blaski wystawiając
naklejam na szarą tekturę.
Życie pełne trudu, brudu,
gwarów, szmerów i polaryzacji,
które ze swej racji
do dzieła nakłania,
potu wydzielania.
Nie bój się młodzieńcze walki w dobrej sprawie.
Niech życie nie płynie tylko na zabawie.
Lecz w ciernistych krzewach życiowego znoju
zachęca do trwania w przechwalebnym boju.
Warszawa 6. 03. 1996.
powrót na górę strony
|