|
Osiemnastka Siksy Borczonowej
Boguś - dzielna królewno!
W związku ze świętem Twoim
myśl przedstawię Ci jedną
co się w umyśle moim
pojawiła niedawno,
tocząc się rytmem swoim.
Bywa tak na tym świecie,
że nie łatwo jest dostrzec
jakiś cel w ciągłym trudzie.
"Ciężko się czegoś wyrzec,
kiedy nie wiesz co będzie"
- mawiał poczciwy starzec.
I tak każdy się uczy
będąc małym człowiekiem,
lecz jak wiele to znaczy
pozna dopiero z wiekiem,
który nieraz zaskoczy
swoich wydarzeń biegiem.
Z życia swego wiem dobrze,
że gdym w coś inwestował,
tak wytrwale jak mądrze
czasu żem nie żałował,
to w odpowiedniej porze
z życiam prezent dostawał.
Niech poparciem tu będzie
przykład z czasów ostatnich.
Z sobą gitarę wszędzie
brać się staram. Po za tym
czas ćwiczenia na względzie
mam też w planie dni letnich.
A już nie raz miewałem
wątpliwości nie mało:
Czy ja dobrze wybrałem?
Czy mi się nie zdawało,
że to dla mnie? - myślałem.
Wiernym być trudno było.
Jednak mimo ciemności,
braku światła na przyszłość,
chęci oraz radości
z tego grania, to jakoś
mężnie owe trudności
żem zwyciężał przez mądrość.
I tak gdym z forsy braku
pracy usilnie szukał
dobrze płatnej i w fachu,
potem do drzwi żem stukał
z ankiet rulonem w ręku
to mi pomysł zaświtał,
żem też po to nocami
na łopatki sen kładąc
się upajał chwilami
wprawki swe ogrywając,
aby teraz czasami
grywać coś z tego mając.
I przydało się granie
na warszawskiej ulicy
(działo się też śpiewanie
powiem Ci w tajemnicy).
Było fajnie i hojnie
mi płacili w tej pracy.
No a co by to było
gdyby się w chwili trudnej
kiedyś mi zniechęciło
do ćwiczenia? Czy później
by się to nie odbiło
na dochodach poważniej?
Mam ja już pewność jasną,
że gdy ciemność nadchodzi
ducha pogodę tłamsząc
i gdy szarość się rodzi,
postanowień się z mocą
podejmować nie godzi.
A jedynie z umysłu
w chłód bogatą świeżością
jest wskazane zamysłu
swego, w życie z radością
plany wnosić. A zysku
wtedy czekaj z pewnością.
Więc Bogusiu Ci życzę,
byś się trudzić nie bała.
Mimo, że serce płacze,
w przyszłość inwestowała.
Z chęcią kiedyś zobaczę
plony jakieś zebrała.
Na 18-ste urodziny Bogusi Borczon
Ostrołęka-Warszawa 18-20. 08. 1997.
powrót na górę strony
Świrosławie mój drogi!
Jam Ci Zorro rumiany, co mu latem bociany
oddech w piersi wstrzymują. Gdy nad łąką szybując
w hołdzie odkryć Darwina, któryś z ptaków zaczyna
bety ludziom roznosić, wtedy chce mi się prosić,
by się wolnostrzelectwo mego życia choć nieco
krótszym stało. Albowiem trudno czekać jest codzień.
Teraz gdy po Jurkowie szarość gości w mej głowie,
której prostą przyczyną jest normalna skądinąd
tęskność w sercu goszcząca, jeszcze bardziej do końca
tego stanu mi spieszno. Mam ja głęboką wdzięczność
za te chwile radości, gdy w koniecznej skrytości
dziewcząt urokiem mogłem sycić swe oczy głodne.
Lecz od drugiej zerkając strony, a przy tym mając
planów swoich świadomość, dobrze jest, że mi miłość
ku jedynej daleka. Bo gdy czasu nie styka
często na rzeczy wiele i w portfelu mam ziele
polne zamiast kapusty... dobrze czekać, a pusty
dzban serducha swojego trzymać do roku siego.
Czasem mam wątpliwości jeszcze innej jakości
lub jak wolisz - rodzaju. A no co roku w Maju
chyba się to zaczyna, że nie jedna dziewczyna
ale z dziesięć spokojnie, gdy uśmiechem zbyt hojnie
mnie durnego obdarzy, to się marzy, oj marzy,
aby z każdą miłości wspólnej dzielić radości.
Ale w duchu się śmieję, że się dzieje jak dzieje,
bo jedynym zapewne, to ja tutaj nie będę,
który takie pragnienie, albo trafniej marzeniem
to określę, posiada. Bowiem tak już się składa,
że zachłanność się sama, w sercu młodym układa,
no i nie chce z kumplami dzielić się dziewczynami.
Esz! Młodości problemy, które tak szybko chcemy
z wszelkich supłów rozwiązać, co gdy na nie spoglądać
z odległości mniej znacznej, analizie je bacznej
z ostudzoną krwią poddać, to nam zaczną wyglądać
na mniej znacznie zawiłe, choć nieznane, to miłe
i nadzieję niosące, że i nam wzejdzie słońce.
No bo choćby na Mirka, wzrokiem rzuć przez chwil kilka.
Stary zbój Topolewski, znawca sztuki niekiepski,
tyle wiosen bez baby pędził żywot ciekawy.
I gdy w kościach poczęło strzykać mu, to go wzięło
by odmianę dokonać swego stanu. Jak widać
dziadkom nie mniej powodzi się niż gdy byli młodzi.
Bądźmy więc i my mężni, w życiu stali i prężni.
Nie ma co się obawiać. Sam to zwykłeś mi mawiać,
że około trzydziestki warto czas skończyć sielski.
Póki co Świrosławie myślę, będzie ciekawie
i serducho się wzruszy raz kolejny, gdy ruszy
do Najświętszej Panienki orszak Uroczych wielki.
Kończąc to rozważanie, chcę Ci wspomnieć waćpanie
choćby nieco o pracy. Jak wiadomo na tacy
forsy nikt nie podaje, więc czy słońce, czy leje
bój w tej kwestii trza czynić. Dane było zaistnieć
mej osobie publicznie, artystycznie, ulicznie
i wśród hojnych słuchaczy (że mi płacą to znaczy).
W każdy wieczór przybywam, gram, tańcuję i śpiewam.
I gdy deszcz nie przeszkadza to z reguły przypada
to do gustu słuchaczom. A z kolei ankietom,
które żeś mi polecił, Wenus chyba nie świecił
zbyt pomyślnie i nie ma nic tu do pochwalenia.
Ale o tym opowiem Ci w szczegółach niebawem.
Mariuszowi Wróblowi
Warszawa 29. 07. 1997.
powrót na górę strony
Oświadczyny
szlachcic i chłopka podczas spaceru
- Rzec bym chciał Tobie, co noszę w sobie
już z tydzień chyba.
- Na obiad ryba, dziś będzie znowu.
- Nie znam powodu, dlaczego właśnie
za dnia i we śnie myślę o Tobie.
- Kupiłam sobie nową sukienkę,
która gdy włożę wygląda pięknie,
oraz korale.
- Myślę wytrwale co to za siła,
żeś mi jest miła nad życie, sprawia...
- Zuzanna mawia, iż nie masz we wsi
chlewa co mieści w sobie więcej żyta,
oraz koryta nad te z dębu Taty.
- Polne wszystkie kwiaty chciałbym dać Tobie.
Nie myśląc o sobie szukać szczęścia Twego.
- Uśmiechu mojego - ludzie powiadają -
chłopcy wypatrują również i na dworze.
- O Panie mój! Boże! Czym ja godzien jest tego,
aby serca swego głód dziś zaspokoić?
- Ja to lubię nie robić nazbyt dużo z wieczora,
bowiem ranom jest chora. Za to lubię kąpiele.
- Oddałbym bardzo wiele, by móc choćby przez chwilę
czule i bardzo mile patrzeć w Twe jasne oczy.
- Zygmuś znowu się moczy. A matula powiada,
że to wrodzona wada, bo i mnie tak się działo.
- Więc jak dawniej bywało, tak ja teraz o rękę,
aby skrócić mą mękę, chcę Cię prosić jedyna.
- Groch już wschodzić zaczyna...
Ale coście mówili? O co żeście prosili
kasztelanie mój drogi?
- Że już bolą mnie nogi. I że wracać mi trzeba
do świń moich i chlewa.
Jurków 11. 07. 1997
powrót na górę strony
Dwie Piosenki na Wojta i Beaty wesele!
***
Filuta kumpla psa lubiła Beata.
Normalny Zbycha pies? Nieprawda! Coś w nim jest.
Ma zarośnięty tors i dziarsko brzmiący głos,
nie wiele łat, lecz lat za sobą ma już szmat.
Kesz go wołali, duzi i mali,
także Beata i Wojtka tata.
Ale on słuchał się Zbycha.
Nikogo więcej. Bo WIERNY BYŁ!
Nikogo więcej. Bo wierny był.
Przyjaznych ludzi miał, bo głaskać się dawał.
I ciągał sanki też, bo siłę miał ten Kesz.
Bezpieczny byłeś z nim gdy się szykował dym
i żarciem dzielił się. Gdy trzeba mówił NIE!
Kesz go wołali...
Dziś mało takich psów, które nie szczerzą kłów
gdy powód błahym jest i starczy mały gest.
Czy w słońce, czy to w deszcz niezmienny wciąż jest Kesz.
Niechaj ten dobry pies wierności wzorem jest.
Kesz go wołali...
***
Siedem dziewcząt z Kiliniaka jeden Wojtek.
Którą wybrać by ją nazwać miła ma?
Esz, by miała z siedemnaście lat dziewczyna,
albo więcej tak o cztery, albo pięć.
Niech na imię ma na przykład... Zofia!
Piękne imię muszę przyznać miła ma.
Będę brał ją z sobą na fregatę
by miłością swą upajała mnie.
Ale Zofia to nie była dobra babka
dla takiego chłopa jakim Wojtek był.
Więc rozstali się dość szybko i w przyjaźni
a już w nocy Wojt o innej dziewce śnił.
Niech na imię ma na przykład... Henryka!
Piękne imię muszę przyznać...
Lecz z Henryką również mu się nie powiodło.
Potem była Joachima pewien czas.
Wreszcie Zuza, po niej z tydzień Baltazara,
a gdy z Lolą nic nie wyszło śpiewał tak.
Już od dawna Ciebie nie widziałem.
Tak mi smutno jest bez Ciebie, tak mi źle.
Lecz myślę, że kiedyś się spotkamy
w Ostrołęce, tam nad Narwią w biały dzień.
Minął dzionek, słońce zaszło za ratuszem.
Smutny Wojtek wlókł się smętnie pod swój dom.
Nagle ujrzał Tę, na którą czekał długo.
Znał Ją dobrze, ale wcześniej ślepym był.
A na imię miała właśnie - BEATA!!!
Piękne imię muszę przyznać miła ma.
I zabierał ją z sobą na fregatę
by miłością swą upajała go.
Już w pamięci Wojtowej pozostanie
ta dziewczyna, co w tenisa nieźle gra.
Będą razem ziemniaki obierali
i miłością swą upajali się.
A na imię miała właśnie - BEATA!!!
Dla Wojtka i Beaty już Filochowskiej.
Pociąg do Ostrołęki 17. 04. 1997.
powrót na górę strony
|