|
Boże Narodzenie 2002
Nie ilością siana,
nie jakością żłobu,
nie wielkością stajni...
Nie to jest szczęścia miarą
i nie w tym treść życia jest ukryta.
I gwiazda nad głową nie przypadkiem świeci
- to jest znak wybraństwa,
znamię misji świętej.
W kogo dziś się wsłucham?
Czyja pieśń mnie wzruszy?
Czy pojmę to w końcu,
że nad bydła głosy,
Chwała z wysokości
wdzięku więcej skrywa?
Boże Narodzenie 2002.
powrót na górę strony
Autobus
Czy stanie się kiedyś symbolem złączenia, synonimem aktu,
co ciała zjednoczy, a innym w początku brać udział pozwoli
radośnie?
Czy wtulę się kiedyś tak mocno w Twe ciało, że w sobie odczujesz
zachwyt mej miłości, a oddech pospieszny ogrzeje Twe usta
spragnione?
Czy będę mógł z Tobą zatrudnić Niebiosa, do pracy owocnej
nad dziełem stworzenia, by głośny płacz dziecka życiu chwałę złożył
raz jeszcze?
Czy Twoje ramiona będą mym zakonem, spokojnym klasztorem,
gdzie miłość dojrzewa, z sanktuarium życia wewnątrz Twego łona
... mojego?
Czy oprę swą głowę na ciepłych Twych piersiach, by słuchać
jak serce krew rytmicznie toczy, by mogła odmierzać okresy i czasy
jak wiosna?
Nie słuchaj, nie pytam, nie proszę, nie ja,
lecz Dawca Upojny odpowie.
Autobus czerwony przez ulice mego miasta mknie...
A ja wiem i Ty dobrze wiesz, że miłość - dziki wiatr
- wieje gdzie chce.
Mojej Ulubionej Dziewczynie
Warszawa 19. 12. 2002.
powrót na górę strony
Tobie
Zasmucam się czasem smutnymi rzeczami,
a potem mi papla ów smutek do ucha,
że słaba ma wola, a myśl rozproszona.
Zmyśla mi też inne niezmyślone rzeczy,
że pycha się pyszni miast odejść z pokorą,
a moja życzliwość tak strasznie znikoma.
Niby bez obmowy obmawia mi innych,
że lubią układy, intrygi i plotki,
że prawdy nie wznoszą nad własny interes.
I mówi - Uciakaj! To świat nie dla Ciebie!
Pomyśl o beztrosce, o błogości Nieba!
Ziemia jest wygnaniem! Szczęścia tu nie znajdziesz.
Wtedy resztką siły znów nadzieję wołam,
czule krzyż całuję, tuląc go ku sobie
i szepczę spokojnie, choć wnętrze wzburzone
- Jezu, ufam Tobie...
Ani, mojej siostrze, w dniu urodzin
Warszawa 11. 12. 2002.
powrót na górę strony
Tak i o tym
Zaprzeć się nogami mocno o ziemię
i niewzruszenie, jak skała, śpiewać
tę samą, choć zawsze inną pieśń -
żeś piękna i warta jest tego,
by życie swoje Twojemu powierzyć.
Uchroń mnie Święty od tej niewierności,
co płaszcz zatroskania o innych przywdziewa.
Ochroń przed pychą, co piękno wszelakie
we własnych ramionach jest skłonne zadusić.
I broń przed wiernością swej własnej głupocie,
co w próżnym poklasku szcześcia poszukuje.
Magdalenie Szczepańskiej
Warszawa 11. 12. 2002.
powrót na górę strony
Miłosny dla Mojej Dziewczyny II
Kto Ci to zrobił, mój Kwiatku Mały?
Kto chciał zagłuszyć woń Twoją miłą?
Kto to powiedział, że nie rozkwitnie
kwiat, co ma płatki niefarbowane.
Wdzięk oczywisty, a niepozorny
ujdzie uwadze tylko pyszałkom,
co piękno swiata widzą jedynie
w czczych świecidełkach i pawich piórach.
Wyjmij z zegara śróbkę najmniejszą,
a możesz kotu oddać kukułkę.
Wyjmij kukułkę, a bicie dzwonów
w końcu usłyszysz na Anioł Pański.
Nie mam doprawdy nic do kukułek,
w końcu w zegarze ktoś musi kukać.
Lecz niech zamilkną psi straganiarze,
co zwą kukułkę sercem zegara.
...
Kochałem dziewczynę - niezwykle zwykłą,
dobrą i śliczną w swojej prostocie.
Lecz wciąż powracał głupi niepokój,
że się nie wzruszy nią zezowaty.
Uczennicy Zegarmistrza
Warszawa 27. 11. 2002.
powrót na górę strony
Mądrości Mamy Henryka
Smutek ogarnął raz słonia Henryka.
A smutek u słoni tak szybko nie znika
jak to naprzykład zającom się zdarza.
Spojrzał więc smętnie wprost do kalendarza,
by nabrać pewności, czy wieczór ma wolny.
Stwierdziwszy, że w czwartek ma przyjść konik polny,
podrapał się nogą w nie małą swą główkę
i wnet postanowił, by odwiedzić mrówkę.
Ruszył więc rychło do wrót swojej kumy,
by u niej rozproszyć te mroki zadumy.
A wiedzieć nam trzeba, iż mrówcze pomysły
nie raz już sprawiły, że smutki gdzieś prysły.
Jeszcze z daleka mrówka się śmiała,
widząc jak kurzu chmura nie mała
niosła się w koło z pod stóp jej kamrata.
Mrówka kochała go jak swego brata
i wielokrotnie był jej niezbędny.
Więc gdy już dotarł i wietrzyk jesienny
rozpędził po lesie piaszczyste drobiny,
krzyknęła radośnie, że te odwiedziny
są miłe jej wielce i na dowód na to
wnet poczęstowała go świeżą sałatą.
Siadł słoń okrakiem na stołeczku z trawy.
Czy ten to wytrzyma był nieco ciekawy.
I już nie usłyszał tej mrówczej uwagi,
że stołek nie zniesie aż tak dużej wagi,
tylko z łomotem wprost godnym siebie
runął jak kłoda prosto na ziemię.
Chcąc jakoś ukryć swoje zmieszanie,
nie przeczuwając, co zaraz się stanie
szybko się podniósł i usiadł na stole.
Ten był z zapałek... wnet był na dole!
To jeszcze bardziej go zawstydziło,
bądź co bądź trochę rumoru było,
nie chcąc więc łatwo dać za wygraną
usiadł na ławce... wnet był pod ławą!
Tuż obok stało łóżko z papieru:
"Proszę! Nie siadaj, mój przyjacielu!"
- szepnęła mrówka błagalnym głosem.
Ten już tam siedział. A potem nosem
zwalił na ziemię flakon z kwiatami,
zgniótł telewizor, a kolanami
całkiem niechcący kopnął kanapę,
która się wbiła wprost w starą szafę.
Smutno zrobiło się biednej mrówce,
że rozum mały w słoniowej główce
i poprosiła, by sobie poszedł
tą samą drogą, którą tu doszedł.
Słoń się zamyślił. Spojrzał na mrówkę.
Podrapał nogą swą pustą główkę.
Wspomniał na słowa, co mama jego
zwykła powiadać czasem do niego:
"Gdy się zasmucisz, bacznie uważaj,
byś innych smutkiem tym nie zarażał.
Kiedy ci prezent przyjdzie przyjmować,
spiesz się najmocniej, by podziękować.
Zanim coś powiesz, pomyśl dwa razy,
abyś przepraszać nie miał sto razy.
Gdy będziesz kiedyś od kogoś większy,
spraw by nie poczuł on, że jest mniejszy.
Gdy ci pokaże ktoś swoje wnętrze,
nie mów żeś widział inne, piękniejsze.
A gdy go zranisz, pozwól mu odejść,
by wrócił wtedy, gdy zechce podejść."
Mojej Magdzie
Warszawa 12. 11. 2002.
powrót na górę strony
Odchodzę
...aby wiatr mógł stać się wiatrem,
rzeka rzeką by się stała,
aby droga raz wybrana, taką właśnie pozostała.
...by rozwiązać to, co wiąże,
wolność by uczynić wolną,
aby słaba chwiejna wola do oddania była zdolną.
...by nie mazać owej prawdy,
że nie z nas jest szczęścia trwałość,
by odsłonić owo miejsce, gdzie niezmienna mieszka radość.
...wreszcie, by uczynić miejsce
temu, co ma nadejść po mnie,
co się przyjąć winno mężnie, wielkodusznie i pogodnie.
Czy powrócę? Tego nie wiem.
Niebo ma zamysły swoje.
Może wkrótce... chciałbym bardzo... lecz nie sam już, a we dwoje.
Uraduj się zatem,
bo ziemia jest żyzna
i ziarno nie umrze bezpłodnie.
Gosi Żochowskiej
Warszawa 12. 11. 2002.
powrót na górę strony
Piętnasta
Niebo z ziemię połączone.
To nie koniec!
Nie skończone dzieje życia i miłości.
Gdzie krwi kropla z serca spada,
niosąc ziemi swe wonności,
krzyż zbawienie zapowiada.
Warszawa 12. 11. 2002.
powrót na górę strony
Anioł Pański IV
Pędź Aniołku po przez chmury,
wprost do wrót Czarnieckiej Góry.
Spytaj Tatę o Piosenki,
Pawła - o frytkowe wdzięki,
Kasię - jak życzenia składać,
Mamę - jak na śmierć zagadać.
Od Teresy weź Marcina,
bym zrozumiał czym rodzina.
A Michałka spytaj o to,
jak dostrzegać w złocie złoto.
Tej, którą chcę - jak Najbliźsi - całym sercem kochać
Warszawa 9. 11. 2002.
powrót na górę strony
Pieśń wdzięczności za Moją Małą M.
Uwielbiam Cię Panie w Mojej Małej Magdzie!
Tak małej, że nigdy mi niczego nie przysłoni.
Że mogę ponad Nią świat piękny oglądać
i niebo, i kwiaty i ptaki na płotach.
Tak małej, że mogę na Niej brodę oprzeć
nie z zadartym nosem, lecz w pokornym schyleniu,
zawsze wtedy, gdy w sercu klucz do szczęścia odnajdę,
że nam trzeba jak dzieciom być tak bardzo małymi.
W Jej malutkich rączkach, co mi buty wiążą,
w Jej malutkich oczkach, co mi szczęście wróżą,
w uszkach tak malutkich, że plotek nie mieszczą,
i malutkich ustach, które dobro wieszczą.
Uwielbiam Cię Panie w Mojej Małej Magdzie!
Tak małej, że aż muszę na swych piętach przysiadać,
kiedy z oczu klęczącej wdzięczność pragnę odczytać,
za tę malutką radość, której byłem przyczyną.
Tak malutkiej, że muszę ją na schodkach ustawiać,
kiedy z trudem ogromnym chcę wcelować w dziesiątkę.
I się głowię ogromnie, co mam w kuchni uczynić:
małe schodki dla żony, czy też rowek dla męża.
W Jej malutkich nóżkach, co w krok nadążają,
w malutkich ramionach, co czułość chowają,
w Jej malutkich biodrach, na które tak czekam,
w Jej... tak wielkim sercu!
...
Dobry mały Boże, mój w Hostii ukryty,
cichutki i pełen malutkiej pokory,
uwielbiam Cię dzisiaj, boś czule usunął
z mych oczu malutkich tak wielgachną belkę.
Najmniejszej Magdzie Świata
Warszawa 8. 11. 2002.
powrót na górę strony
Pełen lubości dla Mojej Dziewczyny II
I tak cieszę się okrutnie,
gdy mi marzeń swych ukrywać pod poduszką nie trzeba.
Kiedy mogę na głos wyrzec
jak bym chciał, a jak chcieć nie chcę,
czego pragnę, a co jest zbytkiem w moich oczach
takowoż nadmiarowym jak i nieprzydatnym.
I gdy ból takowych odkryć
jest z lubością przyjęty,
me dziwactwa jak normalność
swoje miejsce znajdują,
to już wiem, że ta przemiana,
która z Tobą przyszła,
nie jest w życiu rewolucją,
co struktury burzy,
ale nowym upiększeniem
kształtów dawnych struktur.
I tak bardzo chcę podtrzymać ten kierunek drogi,
co miłości ku innym kierunkom nie gubi.
Mojej Dziewczynie
Warszawa 7. 10. 2002.
powrót na górę strony
Pełen lubości dla Mojej Dziewczyny I
Że też zwykłe sprawy, tak się komplikować muszą.
Czy to igły takie duże, czy też widły małe?
I umęczą te zmyślenia mnie a potem Ciebie
nim odpowiedź się pojawi, a wraz z nią - wytchnienie.
Lecz już znam ja swe zapędy. Brnę gdzie sprawy dziwne.
I pytania stawiam proste, choć odpowiedź trudna.
A Ty mówisz, że mnie lubisz - za co, nie pojmuję.
Ale wiem, że Cię z wdzięczności całą obcałuję.
Magdzie, w okresie trudnych rozważań
Warszawa 6. 10. 2002.
powrót na górę strony
Na dobranoc
Nim sen Cię otuli najczulej i pięknie,
niech uszu Twych dotknie ta myśl niepojęta,
że kocham Tych wszystkich, co Ciebie kochają
i pragnę gorąco byś stała się Święta.
Mojej Ciepłej Siostrzyczce
Warszawa 15. 09. 2002.
powrót na górę strony
Anioł Pański III
Aniołeczku ukochany!
Biegnij szybko do mej Mamy,
gdo mej Siostry leć szybciutko
porozmawiaj niekróciutko.
Odwiedź potem Tatę mego,
przytul go do serca swego.
Bratu z Żoną i ich Synem
pyszniusieńką spraw gościnę.
Potem, nim do swej Panienki,
tej Najświętszej wprost się udasz,
to dyskretnie do kieszonki zerknij,
czy tam czego nie masz,
czym byś dzisiaj mógł uraczyć
mą Dziewczynę ukochaną.
(Jeśli nie wiesz, co to znaczy
to Ci powiem jutro rano ;o)
Teraz pędź, bo cichną dzwony.
Gnaj jak burza! Jak szalony!
A gdy zdążysz, to choć piórko
spuść na mojej pracy biurko.
Mojej Magdzie
Warszawa 13. 09. 2002.
powrót na górę strony
Poczułem
I poczułem, raz jeszcze,
czym jest ów szacunek,
jaki cieszy męskie oczy,
gdy ręce i usta nie biorą zbyt dużo.
To jest dar to - niebranie.
I poczułem raz jeszcze
smak zadowolenia,
gdy swe ciało w ryzach
z wewnętrznym pokojem w czułości trzymałem.
To jest żar to - oddanie.
Cóż za radość z tej walki,
która - gdy zwyciężysz -
z wdzięcznością na lustro
patrzeć ci pozwala.
I płynie z ust twoich
do Boga - mężczyzny
piękna pieśń zachwytu
nad swym własnym ciałem.
Dla Niej
Warszawa 12. 09. 2002.
powrót na górę strony
Anioł Pański II
Uprzedzę Go,
byś była gotowa.
By Cię nie zaskoczył
do okna nieproszonym pukaniem.
Zrób mu dobrej herbaty
i daj bułkę z masłem.
Potem pozwól odlecieć,
gdy zmieszany oznajmi,
że Najświętszej Panienki
tak naprawdę szukał.
Mojej Magdzie
11:30 - tuż przed graniem na gitarze
Warszawa 11. 09. 2002.
powrót na górę strony
Anioł Pański I
Przybądź!
Przybądź Stróżu dobrej drogi,
bym nie odszedł od Prawdy z dumą urażoną.
Skrzydłami tak mocno przytrzymaj me ciało,
bym się wyrwać nie mógł,
gdy w pychę dotkliwie ugodzisz.
Potem przytul serdecznie...
bym w bólu pamiętał,
że miłość jest czuła i taka łagodna.
Warszawa 10. 09. 2002.
powrót na górę strony
Reminiscencje
Którz przewidzieć zdoła owych rzeczy przebieg,
których w dniu jutrzejszym przyjdzie nam doświadczać?
Kto ów kształt odgadnie, który z lat upływem
stroić będzie codzień twarz umiłowaną?
Czyja myśl dogoni słodki smak owoców
z kwiatów dzisiejszego zrodzonych spotkania?
...
Poznałem dziewczynę tak piękną jak Lilia.
Słuchałem jej głosu słodszego niż karmel.
Widziałem jak kwitnie pod Nieba wejrzeniem.
Oddałem...
Ujrzałem mężczyznę - zwykłego jak święci,
co drogę odnalazł do domu gdzie mieszka.
I Jezus raz jeszcze kościołem się wzruszył.
Myślałem...
Są takie tęskonty, co Niebu są miłe.
Bywają pragnienia, których się nie spełnia.
Jest radość ogromna, bo wyczekiwana.
Czekałem...
...
Był szlak, którym zwykle chodziłem po lesie
- droga do mądrości i dobrego życia.
Pięknych myśli kwiecie rosło dookoła,
a radość im była niczym rosa trawom.
Jagody tam rosły tak słodkie jak Psalmy,
a drzewa swym cieniem osłaniały wszystkich.
Odszedłem na moment, a ona zarosła...
Płakałem...
...
Obudził mnie wczoraj ulic gwar warszawski.
To życie - normalne i pięknie prawdziwe.
Zwykłych rzeczy przebieg nie czekał wieczora
i kazał radować się chwili przemijaniem.
Ujrzałem wróbelka, co z wiatrem się zmagał
i parę gołębi na dachu kościoła.
Wyszedłem na słońce, by światła zaczerpnąć
i zielenią trawy oczy uradować.
Podszedł do mnie Chłopczyk z lizakiem przy nosie.
Błysnął medalikiem Rodziny Najświętszej.
Spytał, czy ja kocham tych Jego Rodziców.
Cóż mu odrzec miałem?
Kochałem...
Dla Ani Wojdy i Michała Lasota
- by co raz bardziej kochali.
Przasnysz 7. 09. 2002.
powrót na górę strony
Oto jest miłość...
Nie do wiary, że tym być by mogła!
- bezwolnie zrodzoną z przypadkowego spotkania.
Gdzież wielkość człowieka - owoc jego trudów?
Gdzież jego wolność ziszczona w wyborze?
A jeśli nawet darmo jest mu dana,
to jako ziarno... nie owoc dojrzały.
I nie zastąpi tu żaden przypadek
codziennych wysiłków nad kształtem jej lica.
Widziałeś sokoła wysoko na niebie?
Wiesz dobrze aż nad to, że sam tam doleciał.
Wiatr był mu tylko wsparciem w szybowaniu,
a nie zastąpił pracy jego skrzydeł.
Widziałaś gazelę na górskich wzniesieniach?
Znasz dobrze tę drogę, którą tam dotarła.
Zapach świerzej trawy by jej inspiracją,
lecz nie głównym celem i motywem walki.
Ukochać tę miłość, co z trudu się rodzi!
Ukochać tę wierność, tak twardą jak skała!
Ukochać tę prawdę, żeśmy tacy słabi...
Czy czekając siebie, tegoście czekali?
Dla Justynki Wiśniewskiej i Michała Smyka
...bo nie wierzę w miłość przypadkową.
Ostrołęka 7. 09. 2002.
powrót na górę strony
Południowa Pieśń
Jak skowronków śpiew o świcie,
gdy słońce ubarwia szkliste krople rosy;
Jak szmer liści w gaju,
wzruszonych muśnięciem zachodniego wiatru;
Jak grzmot wodospadu,
co falom wzburzonym wyrazistość nadaje;
Jak trzask gałęzi złamanej,
co jelenie płoszy przed myśliwskim strzałem;
Jak dźwięk bębnów;
Jak śpiew;
Jak nocne wilka wycie;
Jak rycerskie trąby;
Jak do boju zew;
Jak stuk kopyt;
Jak dzwon;
Jak kowalskich młotów czysty ton...
Snuć się będzie w mych uszach
odtąd już nieodparcie
wzruszająco urocze -
- Twego Brzucha Burczenie.
Burczybrzuchom
Warszawa 2. 09. 2002.
powrót na górę strony
Nie umiem
Jeszcze nie umiem
wzruszyć się Twym widokiem
tak, by inni nie dostrzegli zawstydzenia.
Również nie umiem
czekać na Ciebie,
aby oczy nie zdradzały tęsknoty.
I ciągle nie umiem
ogarnąć zmieszania,
gdy inni chcą słuchać mej pieśni miłości.
Wciąż jeszcze nie umiem
choć zdaje się czasem, że to takie proste...
I choć rzeczy tak wielu
chcę się w życiu uczyć,
wciąż czytam i myślę,
wciąż zadaję pytania...
To nie mam pewności,
że się tego nauczę
i nie będą już wołać
Twego chłopca - Tłuczek!
Tłuczek!
Tłuczka Dziewczynie
Pociąg z Opola do Częstochowy 1. 09. 2002.
powrót na górę strony
Ot i Ja
Wzruszyłem się widząc jak późne lato parki stroi.
A jeszcze kilka chwil wcześniej
skłonny byłem świat przez monitor poznawać.
Kolory jaskrawe i świat tak bajkowy,
choć żywy i prawdziwy.
Tak piękną realność bywa o tej porze!
Finezji w niej tyle,
że lichym odblaskiem mieni się w mych oczach
blask jej cyber-siostry.
Lubię się zamyślać nad istotą rzeczy.
Swój umysł wytężam, by uchwycić kształt
najbardziej prawdziwy.
By doznawszy olśnienia móc wykrzyknąć -
"To jest to!"
Potem mogę znów być chłopcem,
którego bawią porankowe problemy z sikaniem.
Wiem, że radość rodzi się z oddania
i poczucia pewności, że się nie zachwieje.
Wiem, że gotowość na śmierć rodzi pełnię życia,
a wierność wyzwala i nadaje kształty.
Nic - nie lubię robić, a nuda mnie nudzi.
Smutnym mi się zdaje ten, co się nie smuci.
Czasem, choć to rzadziej się zdarza
niż bym tego pragnął,
tęsknię za człowiekiem,
który nie jest mym przyjacielem.
Jest w nim tyle piękna
i czystej dobroci...
A ja nie mogę mieć w tym udziału,
bo orzeł i sokół powinni się rozstać.
Niedawno przelała się we mnie miara.
Źle wymierzono ów dzban, którym jestem
i nie powstrzymałem słodyczy,
którą w sobie noszę.
Ktoś potem powiedział, że mi nerwy puściły.
A ja się nie mogę nadziwić,
że można być tak szczęśliwym,
choć nerwowo chorym.
Kocham Pana Boga i chcę zostać świętym.
Tak bez rzadnej ściemy Wam to teraz mówię.
Ujął mnie tak bardzo Swą cichą dobrocią,
że chcę robić wszystko, o co mnie poprosi.
Cicho! Nic nie mów! O! Już biją dzwony!
Muszę pędzić!
...jak mąż, co się spieszy do żony.
Kasi Pizio i Łukaszowi Dierżanowskiemu
...bo się pobrali.
Opole 31. 08. 2002.
powrót na górę strony
Uproszenie
Jak Ojciec synowi, co zmarnotrawił majątek,
Jak pustynia chmurom, bo deszczu nie dały,
Jak sokół wiatrowi, co z gniazda pisklęta wypchnął,
Jak noc złemu dniowi, bo księżyc wypłoszył,
Jak dzień zapomniany pamięci zbyt krótkiej,
Jak świeca przyćmiona jasności błyskawic,
Jak starość młodości, bo oszukała,
Jak młodość starości, bo przyjść zechciała...
Przebacz...
Sobie i Jemu...
Ukochanej Grzesznicy
Warszawa 25. 08. 2002.
powrót na górę strony
Miłosny dla Mojej Dziewczyny I
Sercu aż pęknąć dozwolić,
niech się tylu i tyle w nim zmieści.
Niech aż boli, gdy szfy się naciągną.
Do Nieba, do Nieba, do Nieba...
Mojej Magdzie
Warszawa 25. 08. 2002.
powrót na górę strony
Wezwanie
Wzywam Was Święci Świętych Aniołowie,
przez ludzką świętość pracy pozbawionych,
strzeżcie dziś pilnie Słodkiej Siostry Mojej,
bo słaba...
Wzywam Was święci moi poprzednicy,
coście zmiażdżyli oddech własnej woli,
okręgiem mocnym otoczcie ją dzisiaj,
bo naga...
Wzywam Cię Słodki Kwiecie Utajony,
któryś w Karmelu cierpienie ukochał.
W sen Jej korzenie swej miłości zapuść,
bo sama...
Wzywam Cię piękna Matko Ukojenia,
wierna Dziewico śladom mego Boga,
niech się zagoi we śnie opatrzona,
- jej rana...
Dotkniętej Trwogą,
Warszawa 24. 08. 2002.
powrót na górę strony
Życia tajemnica
Jest to życia tajemnicą
gdzie się szczęście za dnia chowa.
By je znaleźć, nie jednego
natrudziła się już głowa.
Jedni rzekną Ci odważnie,
że są w sile jej nasiona,
w byciu większym, potężniejszym
twałość szczęścia jest uśpiona.
Jeszcze inni w powodzeniu
szczęścia fundamenty wskażą,
więc o sławie i uznaniu
cicho lub też głośno marzą.
Są i tacy, co w majątku
szczęście swoje odkrywają.
Tacy ludzie zwykle później
dużo różnych rzeczy mają.
Inni znów w miłości szczęścia
dopatrują się mieszkania.
Ci z kolei mają zwykle
bardzo dużo do oddania.
Ktoś też znowu świat opuszcza,
by w surowym dość klasztorze
w oderwaniu od wszystkiego
szukać szczęścia w każdej porze.
Inni szczęścia pośród dzieci,
tuż przy żonie poszukują.
Ponoć nawet tym sposobem
owe szczęście odnajdują.
Dla niektórych twórcza praca
jest kolebką szczęśliwości.
Wymyślają więc cudeńka
ku nie małej swej radości.
Znam też takich, co w zwyczajnych
wydarzeniach szczęście widzą.
Tacy piękni ludzie zwykle
prostych rzeczy się nie wstydzą.
Innym szczęście w przyjemności
czasem daje sie poznawać.
Stąd też oni ciągle nowych
przyjemności chcą doznawać.
Pewni mędrcy powiadają,
że być pewnym można tego,
iż na skraju wszelkich cierpień,
szukać trzeba szczęścia swego.
Wreszcie ktoś o szczęściu powie,
że w te ono drzwi zastuka,
gdzie mieszkają ludzie, spośród
których nikt go tam nie szuka.
By je znaleźć nie jednego
natrudziła się już głowa.
Bo to dnia jest tajemnicą,
gdzie się szczęście w życiu chowa.
Kasi Białobrzewskiej
23. 08. 2002
Pociąg Warszawa - Kielce.
powrót na górę strony
Pragnienia
Miewam czasem pragnienia,
by początek bez zmróżenia oka
móc już końcem nazwać.
Choćby raz tak zacząć
by mieć pewność!...
że się uda.
Że mie nuda i wiatr
nie zatrzyma w drodze.
Że po drodze mijane
- choćby były jak kwiaty -
nie zamącą pewności,
że to tylko droga.
"Gdzie nie widać Boga,
tam się kwiaty celem
naszych zmagań stają."
Miewam czasem pragnienia,
aby wprost ze wzruszenia
dom na skale postawić.
Tak się w życiu "ustawić",
że nie zburzą potoki
ściań, co słodycz chowają.
I realne się zdają
naiwności owoce.
"Nie przetrwają winnice,
jeśli w krzewów donice
wsadzisz zwykłą latorość."
Miewam czasem pragnienia,
aby w sobie spełnienia
nigdy więcej nie szukać.
Już nie pukać niemądrze
do drzwi, którem zamykał,
gdy mnie Ojciec mój pytał
kiedy siebie opuszczę.
"Szczęście tam się nie ziści,
gdzie o sobie się myśli
więcej niźli o innych."
Miewam czasem pragnienia,
aby moje życzenia
życie ściągnęły z Nieba.
"Tam się życie narodzi,
gdzie się człowiek pogodzi
z tym, że umrzeć mu trzeba."
Kindze i Krzysiowi, już Niemkiewiczom.
17.08.2002.
powrót na górę strony
Sie wie
Cicho! Cicho!
Licho nie śpi.
Nabzdryngolić się potrafi,
ale spać nie pójdzie.
Jeśli chcesz mi coś powiedzieć,
to mów mi na palcach.
Potem czmychaj szybciusieńko
półkrokiem szeptanym.
Nie znam się na czarach,
a wróżyć nie lubię.
I sny mi prorocze
umknęły nad ranem.
Ale wzrok mam poradny
i przewiew przez uszy,
a z drobiną wysiłku
na głowie ustoję.
Żaby mogę całować,
glizdę w palce wezmę.
Z książek mądrych najbardziej
lubię czytać komiksy.
A więc słuchaj Malutka!
Ty się też ucz Kochany!
"Już nie długo robotę
będę miały bociany!"
Agnieszce i Marcinowi Olak,
w pierwszą rocznicę, 12.08.2002.
powrót na górę strony
Przemijanie
Czego uczy przemijanie -
- szybkich lat uparty pochód?
Że rok przeszły nie powstanie,
się nie cofnie jak samochód,
że się chwile nie powtórzą,
nie odstanie, co się stało,
że nam życie jest podróżą -
- pośród róż przechadzką małą,
że nie złapiesz przegapionych,
nie odzyskasz utraconych,
że zapomnisz, coś pamiętał,
że doczekasz, czegoś czekał,
że w pogoni za jutrzejszym
szczęściem, zyskiem, pocieszeniem...
trzeba było się dzisiejszyć
uradować niespełnieniem,
że się życie teraz dzieje,
(potem - zwykle nie nadchodzi),
że się starość w oczy śmieje,
bo rok więcej mają młodzi,
że usycha, co schowane,
że rozkwita, co oddane,
co straszyło, dzisiaj bawi,
co kusiło, nie ciekawi,
że radości nieprzeżytych
zawsze żal...
Patrzę w dal oczyma swymi
wraz z siostrami, z braćmi mymi
i tak pytam głośno siebie:
"Czy w tym moim ziemskim niebie
tej mądrości mi wystarczy
na tę chwilę, którą już pożegnać muszę?"
Agnieszce i Markowi Dąbrowskim
w pierwszą rocznicę ślubu, 10.08.2002.
powrót na górę strony
Między grupami
Dwie Siostry do uszu
miłosną pieśń mi przynoszą.
Że zdrowa i pełna łaski,
że szczególną obecnością
Ją Pan nasz dobry dotknął,
i że wolę Jego - jak Ona -
wypełniać nam trzeba
i uśmiech tam zanosić,
gdzie łzy często płyną.
Zdrowaś...
Tak jak Maryja...
Dwie siostry moje -
w miłości wybrana
i z miłości mi dana.
Magdzie i Ani
Pielgrzymka do Częstochowy 2002.
powrót na górę strony
Mojej Siostrzyczce
"To nasz Bóg, to nasz Pan
chwałę oddajmy mu..."
Coraz ciszej, choć ciągle tak pięknie.
Jak świadomość, żeś moja
i Jego tym bardziej...
i że już Cię mu oddaję
- kolejny raz, gdy biel niewinności
wyprzedza żółty odblask słońca,
bez niepamięci, że czerwień
- jak miłość - je jednoczy.
Magdzie
Pielgrzymka do Częstochowy 2002.
powrót na górę strony
Ku Panu Bogu gadanie
Kaj Ty baby chopu nie das,
tam jus pizdzałka sie we łbie mu tsensie.
Smutki mu jeno na myśli
i za gozałkom tenskni znienacka.
Ty zech se to dobze łobmyślił.
Trafniuśko wies, co chopu tsa
i co go moze łuciesyć okrutnie.
Ale powiedz mi tak w cichości na usko.
Cy Ty łoby sam dobze wies,
cego babie tsa?
Pociąg z Warsawy do Łostrołęki
na cwarty sierpień dwutysiencnego drugiego.
powrót na górę strony
Patyczek od loda
Gosiu śliczna słuchaj teraz,
bo Ci wujek radę daje.
Myśleć będziesz pewnie nie raz,
że się życie smutnym staje,
kiedy oddać trzeba będzie,
coś lub kogoś nie na żarty.
Wtedy, proszę, miej na względzie
wniosek ten pamięci warty.
Mimo nieporozumienia
wokół owych słów znaczenia,
radość rodzi się z oddania
większa niźli z posiadania.
Więc się staraj najusilniej,
najgorliwiej i najpilniej,
serca swego strzec wolności,
a nie zbraknie Ci radości.
Gosi Gwoździe
Rekolekcje III stopień ONŻ
Częstochowa, 18. 07. 2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania IX
Dziękuję Kochany,
żeś piękna i wzruszeń
przede mną nie ukrył,
że wiatr nie rozsypał
ziaren Twojej łaski,
żeś mnie poruszył
i co nieco skruszył.
Ty znasz mą kanciastość,
kształty niepokorne
i nadmiar myślenia
o mocy zmyślonej.
Dziękuję mój Dobry
za sióstr mych życzliwość.
Za piękne spojrzenia
i cieplutkie słowa.
I że się nie bały
- bom chłopak zajęty,
za wolność w miłości
i wierność w wolności.
Dziękuję mój Piękny
za męskie spotkania.
Za radość braterstwa
i twórczą obecność,
za żarty przy myciu,
rozmowy przy "stole",
za wspólny kierunek
- wędrówkę ku słońcu.
Dziękuję Najdroższy,
żeś dał mi się spotkać
tak prosto i czule,
tak słodko figlarnie
z Siostrzyczką uroczą
o śmiechu jak słońce
o dłoniach cieplutkich
i mokruśkim nosie.
Żeś uczył cierpliwie
nowych słów miłości
i nowych melodii
do pieśni Twej chwały.
Dziękuję gorąco
i proszę o jeszcze
- spragniony spełnienia
na drogach zbawienia.
Dotykaj wszystkiego
i wszystko przemieniaj
na nowo, na nowo,
na nowo, na nowo...
Po pielgrzymce do Częstochowy,
15. 08. 2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania VIII
Jak Błogosławieństw osiem,
tak i rozważań tyle
szczęśliwość życia zwiastuje.
29.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania VII - Meldunek Oazy.
"Gdzie dwóch, albo trzech, albo troje...
gdzie się zbierze siedemdziesiąt w Imię moje.
Gdzie Zawisza - Maciej księdzem będzie,
gdzie honoru klerykom za grosz nie ubędzie
jeśli dziewcząt animatorem jak Darek się staną,
lub jak Paweł dziewczętom animatorką oddaną.
I gdzie Kasia, Marysia, Dwie Gosie, Monika
czuwać będą gorliwie czy zanadto nie znika
zapał w sercach dziewcząt, by być jak Maryja,
posiąść wdzięk ten szczególny, co nigdy nie mija.
I gdzie męskie żywioły i śmiałe pragnienia
Bartek wraz z Michałem prosto do spełnienia,
co szczęście prawdziwe niesie poprowadzą.
Gdzie Kazia z Danusią solidnie jeść dadzą.
Gdzie Michał spiżarni strzec będzie gorliwie,
a Sylwek muzyki nauczać poczciwie.
Tam, gdzie Matką mój Kościół ośmielą się nazwać
i opiekę mej Matki nad Kościołem poznać.
Gdzie na stopień trzeci formowania wstąpią,
gdzie w opatrzność Niebieskich Zastępów nie zwątpią,
kiedy przyjdzie im jedność odnaleźć w wielości
zakonnych zgromadzeń, hierarchii godności,
ruchów, stowarzyszeń, instytutów świeckich...
Gdzie w przepychu kościołów motywów kupieckich
i małości ludzkiej nie będa dociekać.
Na swą świętość do jutra gdzie nie będą czekać.
Tam gdzie miłość szlachetna wspólnotę buduje,
gdzie się każdy każdego innością raduje,
gdzie Piotrowy urząd szacunkiem się darzy,
gdzie nieśmiało o śmierci męczeńskiej się marzy...
Gdzie jest jutrznia, różaniec, adoracja, nieszpory,
tam, gdzie cisza nastaje w nie za późne wieczory.
Gdzie o wolność się serca wciąż zabiega sumiennie
i o prawdy poznanie codzień modli płomiennie.
Gdzie łagodność i pokój, gdzie opanowanie,
gdzie się liczy najmniejszych i najsłabszych zdanie...
...tam Ja jestem między nimi."
Zadziwiłem was pewnie parafrazy tymi,
słów naszego Pana śmiałym rozwinięciem,
którem tu odczytał z drżeniem i z przejęciem.
Wiem to ja wraz z Tobą, że tak nie powiedział
dobry nasz Pan Jezus, kiedy sobie siedział
na jakimś kamieniu swe kazania głosząc
i o jedność serca swoich uczniów prosząc.
Lecz nam o to nie warto swej zaprzątać głowy,
gdyż nie było w tym czasie owej Częstochowy,
któraby tak miłosiernie w Pallotyńskich progach
gościć mogła serce o stu czterdziestu nogach.
A ta dziś się stała domem dla nas wszystkich,
przez tych dni już trzynaście sobie bardziej bliskich.
I choć wiem, że nie wszystko wiernie tu wypełniamy,
że za późno wstajemy, że się często spóźniamy,
że kanapki najlepsze chętnie byśmy schowali,
a na nauce śpiewu równie chętnie pospali,
że dziesiątka różańca dłuży nam się i dłuży,
a przed Hostią w milczeniu adoracja nas nuży,
że z mszy świętej najbardziej rozesłanie lubimy,
a czas wolny od spotkań znacznie bardziej wolimy,
że nas mało ciekawi zakonników reguła,
że nas mniej do umartwień ciągnie niźli do stoła,
że nam pytać się nie chce, gdzie jest droga do słońca,
że najbardziej czekamy wszelkich pytań końca,
że nam wolność zbyt trudna,
że nam wierność zbyt nudna,
żeśmy wciąż małoduszni,
bardzo tak nieposłuszni...
To nie braknie mi wiary, że On jest między nami,
że wbrew naszej słabości, wciąż jesteśmy kochani.
I choć czasem jest trudno, to wciąż mam ochotę,
aby z grupą tych drani tworzyć Bożą wspólnotę.
Meldunek ONŻ III stopnia
27-28.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania VI
W Częstochowie słonko swieci.
Czyste uszy mają dzieci,
więc ich miodek już nie szpeci,
no i jakoś leci.
Trawka znowu jest zielona.
Nic nowego, zawsze ona
wiosną, latem jest zielona.
Taka już jest ona.
Chłopcy patrzą na dziewczynki
tak jaśniutkie jak malinki
i słociutkie jak cytrynki,
gładkie jak rodzynki.
A że oczka wciąż chłopięce,
główki małe i cielęce,
ciągle zbyt ciekawskie ręce
więc tak się na prędce
modlą:
"Dobra Boziu, coś jest w Niebie
zabierz szybko nas do siebie.
Umyj oczka zaropiałe,
mądrość wepchaj w główki małe,
naucz rączki mieć przy sobie,
a Dziewczynki oddać Tobie.
Amen."
"Mamie", 27.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania V
W żółte i białe kolory się stroją
łąki - domy kwiatów.
Gdzie niegdzie i fiolet, praw swoich nie gubiąc,
zielenią okrywa przed światem sekrety.
Pomarańcz się wzbija dumnie ponad trawy,
nad mlecze wznioślejsze niźli koniczyna.
Chmurami szarymi okryło się niebo,
a brąz nawołuje, by znów nastał błękit.
A ja myślę sobie o mojej dziewczynie
i o tym, kto dzisiaj jej kwiaty przyniesie.
Magdzie, 20.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania IV
Rysiu!
Śmigaj po przez góry,
rzeki, lasy i doliny!
Gnaj jak orzeł rdzawopióry
do kochanej mej dziewczyny!
Znajdź ją,
uchwyć obraz twarzy,
zajrzyj w serce,
o czym marzy zapamiętaj.
Ze wzgórz cudnych zbiegnij żwawo
w stronę trudnych dróg,
co nimi zwykłem chadzać.
Powiedz wszystko,
bez tajenia,
bym mógł sekret miłej poznać,
potem szukać sposobności
ucieszenia.
Ryszardowi, 17.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania III
Dziś napiszę mój Ryszardzie
słów kilkoro o wierności.
Nie jakobym w tym temacie
wiedzy słusznej zebrał dość i
teraz mądrzył się przed Tobą,
swoja oświecona głową.
Raczej własne doświadczenia
będą mi za przewodnika.
Wniosków prostych tutaj kilka
Ci przedstawię.
Poruszenia,
których nie brak w moim życiu,
pokazały mi ponownie,
że rzetalnie w wiernym byciu
wytrwać trudno niewymownie.
Oczy wciąż niewychowane
patrzą chciwie i zachłannie,
myśli tak porospraszane
porównują gdzie jest ładniej.
No i rodzą się pragnienia,
aby iść za głosy tymi.
Lecz gdy spełnić ich życzenia
zapragniemy, niewiernymi
nas uczynią w mgnieniu oka.
Z dołu, z boku i z wysoka
przyjdzie później zawstydzenie,
żeśmy się zaparli siebie.
Myślę więc, że przeciw sobie
stawać muszę w swej obronie.
Bowiem to, co w mojej głowie
rodzi się czasami, to nie
bardzo służy memu szczęściu.
Bo nie może tkwić w odejściu
od podjętej w sercu rzeczy
szczęście, które serc dotyczy.
Inne jeszcze spostrzeżenie.
Czasem smuci nas szalenie,
kiedy wierność nas kosztuje
pięknych rzeczy utracenie.
Wiem, że każdy, kto ślubuje
przejdzie takie doświadczenie.
I spostrzegłem, że podobnie
jak z pięknymi dziewczętami,
które uczą niewymownie
(no nie zawsze, acz czasami,
gdy się boisz, że wdzięczniejsze...),
że istotą miłowania
nie jest kwiaty najpiękniejsze
zbierać bez opamiętania.
Bo tak miłość jak i wierność
są przymiotem posiadacza,
nie postawą atrakcyjnością przedmiotu wzbudzoną.
Rysiowi
15-16.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania II
Wolność serca, mój Ryszardzie,
jest ostoją miłowania.
Się szykując do śniadania
rankiem wczesnym przy niedzieli
prawdy tej cierpkiego smaku
skosztowałem raz kolejny.
Piękną kurzą twarz ujrzałem,
kurze łapki wdzięku pełne
...i zadrżałem.
Chwilę potem pomyślałem.
Chwiejny los i szczęście liche
kiedy nosisz, choćby ciche,
w sobie takie nastawienie,
by zachować coś dla siebie.
A Gosia Gwozda się pewnie nigdy nie dowie,
że to przez nią, lub jak kto woli, dzięki niej. 14.07.2002.
powrót na górę strony
Częstochowskie Rozmyślania I
Wiesz, Ryszardzie, nie myślałem
że się życie tak zakręcić
może tuż przed lat trzydziestu.
Bo gdy plany obmyślałem
przed wakacji rozpoczęciem,
co by je owocnie spędzić,
nie kierował nikt protestu
wobec takich spraw kolei,
że się nauce ulubionej
oddam tak gorliwie tylko
jak to u mnie jest możliwe.
Nie możliwe - jak sądziłem -
by się dziać inaczej mogło.
W zakuwaniu zahartowan będąc
niemal pierwszorzędnie,
dość oględnie rzecz ujmując,
pewność miałem w owym względzie,
że inaczej być nie może.
"Jak nie było, tak nie będzie."
Nim do sedna rzeczy przejdę,
pozwól mój kompanie drogi,
że Cię z wolna w tej historii
kolej tu wprowadzę.
Znasz mą lubość do kurnika.
Nie od dzisiaj, gdy spotykam
mniej lub bardziej wdzięczną kurę,
to zaprzęgam swe zdolności,
aby szare jaja, które
w swym żywocie muszą znosić,
w mig zamienić im w pisankę.
Frajdy przy tym miłosiernej
zwykle nie brak obu stronom.
Choć i tak się zdarza czasem,
że się kura wkurza zdrowo,
robiąc mi wyrzuty o to,
że pisanki z soba zabrać
na pamiątkę nie mam chęci.
Lecz już taki kurzy los...
Lubość, jaką w sobie noszę,
snu mi z powiek nie spędzała.
Choć nie mała w swych rozmiarach
i gorliwie podnoszona,
to nie miała mocy takiej,
by istotnie fundamenty
życia mego wzruszyć.
Więc zdziwieniem, równie wielkim
jakim stanie się dla Ciebie,
było dla mnie to wzruszenie,
co sprawiło, że dla siebie
chciałem bardzo pewne jaja
w barwy wiosny przyozdabiać.
Teraz muszę się nagłowić,
jak niezręczność tę rozsupłać,
kiedy mówię dziś, że w kurze
nie dla jaj się względy wkupiam.
Dość, że sedna sprawy teraz
dotykamy istotowo.
Tu zaczyna się ta mądrość,
którą wraz z wyprawą moją
w okolice Jasnej Góry
w głowie swojej odnalazłem,
kiedy bez swej wdzięcznej kury
przyszło jechać mi tym razem.
No więc tak się sprawy mają.
Będąc z Kurą nie związanym
(wiem, że brzmi to dość dziwacznie)
snułem swój szczęśliwy żywot
dośc radośnie.
Jeśli tylko mnie nie mylą
licznie rozsypane pióra,
które w niefrasobliwości swojej
gubi każda zdrowa kura,
to wnioskować mi należy,
że jej grzędzi los w kurniku
szczęścia rówież w obfitości
nie poskąpił.
Gdy nastąpił owy moment,
że nas lubość ogarnęła,
to zaczęła się historia
szczęścia wespół dzielonego.
Nie mniejszego, nie większego,
chociaż na wskroś odmiennego.
Inne barwy, inne chwile,
inny motyw widzisz w sile,
która, nie bez naszej troski,
pielęgnuje przymiot Boski
w sercach teraz odczuwany kierunkowo.
"To już nie ta sama grzęda"
- rzekła do mnie dość przejęta
ukochana moja kura,
tęskniąc z lekka za beztroską
jakiej wcześniej doznawała.
Rację miała moja Mała.
Ciaśniej robi się czasami,
a to plusem jest nie zawsze.
Więc gdy czas wyjazdu nadszedł,
dość istotnie w nas narastał
niepokoju odruch o to,
czy nam przyjdzie znów z ochotą
po powrocie kurnik dzielić.
Nie znajduję ja recepty,
co by mogła nam zapewnić
sukces w takich dylematach.
Ale wiem, że w postulatach,
co pewności poszukują
tkwi ufności pewien brak,
ze Opatrzność nie chce w spak
naszemu szczęściu czynić.
Co więc zatem, mój Ryszardzie,
myślę o tym na ten moment,
to też ujmę w jednym zdaniu.
"Jeśli zaraz po radości,
którą niesie zapach nowy,
przyjdzie Ci z przyczyną jego
się na czas niekrótki rozstać,
to postaraj się najmocniej
myśl tę sobie uprzytomnić
jak to kiedyś ulicami
w szczęściu sam musiałeś chodzić."
Bo to sposób najpewniejszy,
by szczęśliwych było dwoje,
jeśli z sobą samym będąc,
wciąż szczęśliwi są oboje.
Rysiowi
13.07.2002.
powrót na górę strony
Popatrz
Popatrz jak się zachmurzyło.
Szarość na urlop błękit gdzieś posłała
i biegnących przechodniów deszczem obsypuje.
Popatrz jak tańczą krople w kałuż toni
ciesząc się lata dniem dziś mniej słonecznym.
Spójrz jak się błyska!
Jak grzmi nie na żarty.
To jest burza, siostra nocy.
I czuję to w sobie
smutkiem dziś dotknięty,
że nam dni tak pochmurnych
w życiu nie zabraknie.
Tym, co się zmagają o piękne życie.
Warszawa 4. 07. 2002.
powrót na górę strony
Napiszę Ci...
Że ucieszył się zajączek,
gdy mu w lesie nie kazano
ryczeć strasznie tak jak lew.
Że się lew ogromnie wzruszył,
gdy nie musiał jak zajączek,
zwinnie czmychać między bez.
Że się żabka ucieszyła,
gdy jej wyłupiastych oczu
bóbr palcami nie wytykał.
I że bóbr się zarumienił,
gdy mu dużych, przednich zębów
żaden żab nie wypominał.
Że się klown już nie obawiał
gdy w swej prostej klowniej główce
wielkie myśli gdzieś pogubił.
A filozof, smutas stary,
szczerze w duchu się uśmiechnął,
że go takim klown polubił.
Że nie muszę być Einsteinem,
Bilem Cosby, czy Mathenym,
grać, udawać, stroić miny,
robić teatralne sceny.
I że mogę, tak po prostu
swoim własnym byciem być.
Że mnie takim dziś przyjęłaś...
...chcę o Tobie dzisiaj śnić.
Mojej Magdzie
Warszawa, 2.07.2002.
powrót na górę strony
Niepokoje
Nie bój się zachwycić pięknem,
którego we mnie nie ma.
Nie bój się rodości, wzruszeń,
których nie będę przyczyną.
Nie bój się prawd, mądrości,
których nie pojmuję.
Nie bój się też kwiatów
rękami zręczniejszymi rwanych.
Nie bój się tego smutku,
który we mnie się zrodzi,
kiedy stanę na skraju
sił swych i możności.
Jestem tylko narzędziem...
Ale lękaj się szczerze
o swą wolnośc serca.
Nie chciej zatrzymywać tego,
co jest w drodze.
Strzeż, by Cię nie uwiódł
zapach innych krajów.
Nie schodź z drogi własnej
chociaż inne piękne.
Oddaj wszystko!
Wiem... to boli...
Bo wiatr ból odczuwa,
gdy ma las opuścić.
Ale tylko przez to
może stać się wiatrem.
Bo i rzeka się smuci
kształtując kamienie,
że już innej oczy
kształt ich rozraduje.
Ale tym jest miłość...
Ona nie zastyga,
ale towarzyszy
w wędrowaniu mężnym do radości źródła.
...
Bądź uwielbiony, mój Święty Panie
w siostrach moich pięknych
danych mi tylko na chwilę.
Dziewczynie o Śmiechu jak Słońce
W drodze z Warszawy od Ostrołęki
29.06.2002.
powrót na górę strony
Niebo
Przestraszyłaś się ma Piękna
gdym Ci niebo chciał na ziemię ściągnąć,
bo tam żenić się nie będą,
ani dzieci rodzić...
Nie bój się Siostrzyczko moja
nie uczynię tego.
Bo nie w mojej mocy czynić,
co nie w ludzkiej mocy.
Nieba nie da się na ziemię
ściągnąć tak jak deszczu,
bo zbrudziły by się perły
leżąc w świń korycie.
Niebu trzeba ziemię oddać,
wturlać ją z mozołem,
kształt nadając swym pragnieniom
piękny, czysty, świąty...
Jeśli tylko nam się uda
wyrwać z brudu ziemi,
jeśli w sobie pokonamy
niskich lotów rządze.
Jeśli dobrze zrozumiemy,
czym jest wędrowanie,
kto jest celem, a kto środkiem,
czym jest dom, czym droga.
Jeśli zgody w nas nie będzie
na ciasnotę serca,
jeśli "Nie" i "Tak" zabłysną
niedwuznacznym światłem.
Jeśli cieszyć się będziemy
pięknem po za nami,
jeśli zachwyt szczery wzbudzi
dzieło rąk nie naszych.
Jeśli mężnie śmierć przyjmiemy,
młodszą siostrę życia,
jeśli wolność od wszystkiego
i od siebie samych - pokochamy...
To nie będziesz już się bała,
kiedy w moich oczach
ujrzysz miłość rozdawaną
wszystkim córkom ziemi.
Dziewczynie o Śmiechu jak Słońce
W drodze z Warszawy od Ostrołęki
29.06.2002.
powrót na górę strony
Na starcie
To nie koniec, nie finisz,
to nie szczyt, nie zwieńczenie...
To nie czas odpoczynku
po udanych łowach.
Jeśli mądrość miłujesz
to i pojmiesz me słowa,
że się tutaj dopiero
wędrówka zaczyna.
Alicji Łukasiewicz i Zbyszkowi Opęchowskiemu
z okazji wielkiej. Warszawa, 22.06.2002.
powrót na górę strony
Największa
Więc posłuchaj ma Droga,
co Ci rzeknę cichaczem:
"Nie masz większej nad Tę,
gdy ktoś życie zatraca."
Monice Banaszkiewicz i Krzysiowi Bednarz
z okazji ślubu. Trzebunia, 22.06.2002.
powrót na górę strony
Nie do pomyślenia
Śluczniutkaś Ty moja, córo Najwyższego!
Ślucznitka i słodkie Twe usta.
Ucieszy niewinność szlachetne ramiona
i wzruszy nieśmiałość wiosenna.
Pierwsze, świerze, nowe,
zawsze, trwale, dzisiaj,
razem, My...
Nie do pomyślenia, by miłość
takimi słowami nie cieszyć się mogła.
Agnieszce Skorykow i Arkowi Jaworskiemu
z okazji ślubu, Warszawa, 22.06.2002.
powrót na górę strony
Q
Na nowo! Raz jeszcze!
Odważnie, z tupetem...
Bo wiosna jesieni wyrzutów nie czyni.
Potężnym zewem przebaczenia,
co sercu wolność przywraca
obudzić przyszłości pięknej horyzonty.
Niebo zaprosić na ziemię,
lub ziemię zatoczyć do nieba...
Któż wie czy tkwi tu różnica?
I jedno i drugie szczęściu będzie służyć,
a Pan Bóg do słów się nie czepia.
Warszawa, Łazienki, 21.06.2002.
powrót na górę strony
Nieprzebaczenie
Jak brudno być może
i jakże nieznośnie,
i smutek okrutnie umęczy.
Krzyczałem do brzucha
by już się nie wzruszał
bezmyślnie myślami ciężkimi.
"Miłość! Miłość! Miłość!..."
Wiśta wio!
Sam spróbuj, Mądralo!
Zamknięte w milczeniu rozprute wnętrzności
nie gniją tak szybko jak nawóz.
Warszawa, Łazienki, 21.06.2002.
powrót na górę strony
Wiadro
I gruchnął raz jeszcze...
Już mocniej nie trzeba.
Nie wstanę by drugi nadstawić.
Bo nie chcę, nie umiem,
nie kocham, bom zły...
Nie całuj - nie wierzę!
I nie proś - dam kamień!
Bo świętość po grzechu nie rodzi się nagle.
A drażni gdy powód znienacka umyka
i każe mi sądzić, żem złość swą wymyślił.
Prawia dwa lata po...
Warszawa, Łazienki, 21. 06. 2002.
powrót na górę strony
|