|
Bożonarodzeniowy
Ty się chyba naprawdę nigdy nie zmieniasz?
Czy Cię chcą jak pasterze,
czy nie chcą jak Herod
- przychodzisz, przemieniasz...
Oblicze wołów i stajni
na nowo malujesz Nowiną Nienową,
że pokój od woli naszej zależny.
Gloria nie dla nas, my ją mamy śpiewać
gdy chóry anielskie milkną ze zdumienia.
Niech wielcy się korzą przed gwiazdą zdziwienia,
bo Bóg przez swą małość - potężny.
W ramach życzeń,
Warszawa 23. 12. 2003.
powrót na górę strony
Mój Kościół
Zerkam Mój Panie na Twój Kościół święty,
na Twą miłość ku życiu, które w Nim się rodzi.
Na niedoszłych świętych i doszłych nieświętych,
i świętych, co wcale nie umieli chodzić.
Zerkam pełen wiary i cichego bólu,
jak się miłość czasem w głupie szaty stroi,
jak chce bardziej od Ciebie szczęście umiłować,
jak się myli i płacze, że nie umie kochać.
Zerkam na Twój Kościół - Świętą Nierządnicę,
w lustrze jej próżności swoją twarz przeglądam,
szukam rozwiązania supłów nierozwagi,
które ludzka słabość miast warkoczy splotła.
Zerkam na Twój Kościół, moje uzdrowienie,
moją drogę wiary, prawdę miłowania,
dla słabości ludzkiej szukam zrozumienia
dla milczenia Twego - usprawiedliwienia.
Zerkam na Twój Kościół, moje powołanie,
Twojej Opatrzności odwieczne zamysły,
widzę zatroskanie, wierność i oddanie,
zdradę, małoduszność, pychę, ludzkie krzywdy.
Zerkam na Twój Kościół, Twą Oblubienicę,
spojrzeniem zmieszanym, pełnym zawstydzenia,
bo nie umiem tak, jak Ty Mu służyć wiernie
i pod korcem nie kryć swego przebaczenia.
Dotknij Panie moich oczu,
dotknij mego serca,
niech nie braknie w nim dla łotrów
ni celników miejsca.
Niemojemu SMutkowi
Warszawa 28. 11. 2003.
powrót na górę strony
Nie może
Nie pytam o zdanie tych, co się nie znają.
Dość już słuchania słów próżnie nadętych.
Nie pytam o zdanie tych, którzy przegrali.
W goryczy na próżno jest szukać nadzieji.
Zapytam o drogę wędrowców zwycięzkich,
mężów pełnych mocy i szczerej prostoty.
Zapytam o światło starych latarników,
znawców mórz wzburzonych i zacisznych portów.
Zapytam o słowa milczące kobiety,
rozważne strażniczki serc swoich świątyni.
Zapytam o gesty mieszkańców pustelni,
którym woń ogrodów myśli nie rozprasza.
Zasypię ich gradem niezliczonych pytań
- o drogę, o światło, o słowa, o gesty...
Oni zrozumieją, bo sami poznali,
że miłość nie może nie pytać.
Kasi Warno, w dniu imienin.
Warszawa, 25. 11. 2003.
powrót na górę strony
Myśl
Dzień każdy ostatnim być może
i jest, jako wieczór, co już nie powróci.
Niech nas święci cierpliwie chowają
do miłości, co nigdy nie smuci.
Mojej Magdzie
Warszawa 25. 11. 2003.
powrót na górę strony
Niezmyślone SMutki
Są chwile, że wiem.
Potem zapominam i smucę się,
że już nie wiem.
Są chwile, że potrafię.
Potem jakoś wszystko leci z rąk
i zdumienie i wstyd mnie ogarnia,
że mnie sprawność opuściła.
Są chwile, że rozumiem
i czuję się zrozumiany.
A potem tęsknię za samotnością,
by w niej czuć się samotnym.
Wiem i nie wiem,
milczę i mówię,
i kręta ta droga do Nieba.
Tobie i sobie
Warszawa 20. 11. 2003.
powrót na górę strony
Nie wszystko wolno
Myślę o dobrych sercach,
które wyrastają na gruncie duszy pokornej
i pełnej skruchy.
Nikt nie jest bez grzechu!
Myślę o sercach prawych,
które wsłuchane w szepty swych sumień
znajdują ścieżki najbardziej właściwe.
Jeszcze nie umiemy,
mamy prawo się mylić.
Myślę o sercach szerokich,
które nie gubiąc prawdy oddania
w wierności jednej twarzy
odnajdują oblicza wszystkich.
Jesteśmy tylko ludźmi.
Zamyślam się raz jeszcze
nad słów owych treścią,
że kto kocha prawdziwie
robić może, co zechce.
Jeszcze nie możemy.
Wiesz o tym, prawda?
Mojej Narzeczonej
Warszawa 14. 11. 2003.
powrót na górę strony
Czterdziestolatek
Czterdzieści lat minęło odeszło w cień,
czterdzieści lat i jeszcze jeden dzień
- szczęśliwy.
Na drugie tyle teraz przygotuj się,
a może i na trzecie, któż to wie?
Bo świat wciąż Ci roztacza uroki swe
i czeka żeby brać.
Na karuzeli życia pokręcisz się,
byleby tylko nie za wcześnie spaść.
A gdy Cię czas pogania,
śmiej się z tego drania,
bo masz czterdzieści nowych lat.
Bo tak mówiąc szczerze,
ja tam w to nie wierzę,
by Cię smutek sciągnął w dół.
Hardość ducha prężna,
łapa wciąż siermiężna,
to nie krowa tylko wół.
Czterdzieści lat minęło, to piękny wiek,
czterdzieści wartkich lat i jeden dzień
- gorliwy.
Na drugie tyle teraz przygotuj się,
bo może nie być lekko, któż to wie?
Choć świat wciąż Ci roztacza wdzięczności swe
i czeka, żeby brać.
W ten wir ulotnych uciech nie wkręcaj się,
masz w prawdzie życia swego wiernie trwać.
A gdy Cię ktoś przegania,
przodem puszczaj drania,
masz mieć czterdzieści zdrowych lat.
Niech mnie wesprą święci,
ja tak ku pamięci,
Twą poczciwość śpiewać chcę.
Razem ze mną Czuby,
niosą swoje luby
i otwarte serca swe.
Czterdzieści lat minęło, nie międol się,
czterdzieści lat, i min, i beknięć też,
i tego.
Na czwarte tyle teraz nie szykuj się,
w Niebie nie będą wiecznie czekać Cię.
Bo czas wciąż Ci wyznacza wyzwania swe
i chce by siebie dać.
Na karuzeli wiary rozkręcisz się,
z nadzieją by w miłości ręce wpaść.
A gdy Cię czas przegoni,
wypuść wszystko z dłoni
bo masz czterdzieści wiecznych,
szczęśliwych i bezpiecznych,
na Świętej Górze wiecznych lat.
Dla Ciunia Tomka
Kielce 7. 11. 2003.
powrót na górę strony
Większa
Większa jest,
większa jest niż moje serce,
większa jest niż moc mojego umysłu,
większa niż woli stałość i siła,
większa...
Nie ogarnę prawdy o tej miłości,
co w dobru nie znajduje granic.
Najdroższej, choć nie jedynej
Warszawa 6. 11. 2003.
powrót na górę strony
Ja i Ty
Zadrżałem z przejęcia na myśl,
bym miał Twym skrzydłom powiewu wiatru odjąć.
Niech mnie dobry Bóg chroni
przed takim "zatroskaniem"!
Boję się wielkości,
która nie jest pokorna.
A ja chcę być wielki...
Lękaj się o siebie,
gdy w mych ramionach swoje sprawy składasz!
Lękaj się i módl gorliwie,
bym i ja bojaźń do serca zaprosił
przed Najświętszym Majestatem Boga.
Dzielić się.
Dzielić się sobą i tą iskrą świętą,
która może rozpalić i uczynić żarliwym!
Ale drżeć też na myśl o mocy,
jaka w płomieniu się kryje.
Niech mnie wstrętem napełni myśl o wielkości,
która nie umie się dzielić,
która nie podnosi, nie dowartościowuje,
która innego Twórcę
w tworzywo dla własnych natchnień chce zmienić
i zniszczyć to wszystko,
co święcie poróżnia!
"My" na dwóch nogach stoi - "Ja" i "Ty"
a nie - "Ja" i "Ja"!
Uschnie szybciej niż trawa bezrozumny głupiec,
który w innym człowieku tylko siebie kocha!
...
Jeszcze wybuchnie dojrzałą radością
oddanie, co szczęście wyzwala.
Niemojej Magdzie
Warszawa 16. 10. 2003.
powrót na górę strony
Znocne zmyślenia
Nie ciche i śmiałe stukanie
w drzwi dobrych odludzi domu.
Serdeczność przez dziurkę zagląda
i klamka za serce aż chwyta.
Klucz z ręki na ziemię wypada,
by spadło nam z nieba zmyślenie,
że dzień choć się nowy zaczyna,
to nocy wciąż tli się wspomnienie.
Łukaszowi Dzierżanowskiemu
Warszawa, noc 15-16. 10. 2003.
powrót na górę strony
Święty!
Zdumiewa mnie wielkość tego Człowieka!
A przecież jest tylko człowiekiem!
Mniejszym od największego spośród narodzonych z niewiast!
Wszystko wydaje się nie dość głębokie,
nie dość świadome,
nie dość Chrystusowe...
Jak nigdy dotąd chyba
razi mnie w oczy banalność życia,
co ucieka przez palce.
"Musicie od siebie wymagać!"
Musimy wymagać, musimy...
Czy kocham Go bardziej niż Ciebie?
Nie wiem.
Wiem, że bardziej słucham.
Wyrywa się serce z kajdan,
które własna małość i bojaźliwość nałożyły.
"Nie lękajcie się!"
To nie Jego słowa,
lecz jakże nośnie brzmią w tych ustach!
I jak nigdy dotąd ujmuje mnie ta droga,
co z młodego mężczyzny kapłana czyni.
Totus Tuus!
Mojej Narzeczonej
Warszawa 12. 10. 2003.
powrót na górę strony
Takie tam
Na górze róże, na dole dzwonki,
w sadzie na drzewie siedzą skowronki.
A ja się pytam Pani Jesieni:
- Jakim kolorem się miłość mieni?
- Przyjaźń, sympatia, upodobanie,
szczera życzliwość i pożądanie.
Wzruszenie uczuć wolę porusza,
a woli stałość uczucia wzrusza.
Uśmiechem żegnam Jesień jak trzeba,
życzliwym słowem pozdrawiam drzewa,
rwę jedną różę, cmokam skowronki
i lecę pędem do przyszłej żonki!
Uuu...
Mutkowi
Warszawa, 17. 09. 2003.
powrót na górę strony
Na trudną drogę
Zachwieje się nadzieja pokładana w człowieku,
jak szmata w czereśni gałęzie wplątana,
co odstraszać miała owocu soczystego żądne szpaki,
gdy wiatr jesienny powieje.
Umilknie zachwyt nad słońcem,
gdy to grzać już mocno nie będzie.
Tak samo jak wtedy,
gdy moc ich promieni trudno było znosić
zatęsknisz za porą, której właśnie nie ma.
Miłość w bólu będzie się rodzić.
Powtórnie.
Jak Nikodem - z wody i z Ducha.
Nim kształt właściwy odnajdzie,
okryje Cię po wielokroć płaszczem rozczarowania
i podda w wątpliwość, coś dotąd wytrwale
za pewne jak skała w swym życiu uważał.
Głupcem jest, kto nadzieję pokłada w człowieku,
choć drogi miłości przez człowiecze serce wiodą.
A radość prawdziwa ze smutku się rodzi,
jak życie ze śmierci ochoczo przyjętej.
I wiem, że są chwile, gdy słabą nadzieję
na jednej już myśli utrzymać się zdoła.
Choć grzech wciąż powstaje, jak chwasty na łace,
On Kościół niezmiennie miłuje.
Dla Magdy Bluj i Maćka Siciarka
W dniu zaślubin. Warszawa, 6. 09. 2003.
powrót na górę strony
Niezaczepna myśl zaczepna
Za wodą, co drążyć skały nie przestaje,
za słońcem, co nawet w deszczu ciągle świeci,
za ciepłym ogniem, którego żaden wiatr nie zgasi,
za smakiem, co swoją świeżość zachowuje,
za drogą, na której już się nie da zboczyć,
za ciszą, gdzie każde słowo ma znaczenie,
za nieustannie brzmiącym śpiewem,
za czystym niebem...
Jak życia nie znający dzieciak
cichutko tęsknić nie przestanę.
Mojej Magdzie
Warszawa 4. 07. 2003.
powrót na górę strony
Jak mała Tereska
Piszczała Tereska za Swym Ukochanym
i wszędzie Go chciała w swym sercem oddanym
zabierać ze sobą jak skarb ceny wielkiej,
by czułość okazać przy okazji wszelkiej.
Więc brała Go tam, gdzie ją mile witali
i tam, gdzie z jej wzrostu małego się śmiali.
Brała, gdzie lubiła przebywać samotnie
i tam, gdzie być przy kimś nie zawsze wygodnie.
Brała na przechadzki po lesie i polach
tuliła w radości, pieściła w niedolach.
Tam wciąż zabierała gdzie kwitło jej piękno,
i tam, gdzie być piękną nie było zbyt lekko.
Nie chciała przegapić okazji najmniejszej,
by krok móc postawić ku miłości większej.
Bo miłość cierpliwie wszelkie trudy znosi
i swego miłego w sercu wiernie nosi.
Kasi Połeć i Jackowi Kołodziej
Czarniecka Góra, 23. 08. 2003.
powrót na górę strony
Na dobry początek drogi
Tulą się słowa niepierwsze do serca
i myśl wyszukują właściwą.
Czym jest? Czym?
"Opuścić siebie i stary świat..."
Nie wystarczy!
Bronić przed światem i przed sobą samym
tej prawdy, żeś wart jest miłości.
Żeś warty jest życia!
Bożego!
I mego...
"Serce na Krzyż! Na Krzyż!"
Nie szukaj tu żartu.
Jeśli chcesz, abym szczęścia Ci życzył,
w te słowa się wsłuchaj uważnie.
Gdy piękno na drodze uwodzić Cię będzie,
nie lituj się wtedy nad sercem.
"Na Krzyż! Na Krzyż..."
Uchronisz i miłość,
i siebie.
Żal Ci poruszeń pierwszych i świeżych.
Kwiaty nie pachną tak słodko jak dawniej,
a uśmiech już tak nie ujmuje.
To zaproszenie byś poszedł w głąb.
Idź!
Nim się obejrzysz,
przyjdzie Ci pożegnać wszystko,
Co natury poruszeniem było.
Śmierć oczyści miłość z Ciebie.
Albo Ciebie z miłości...
Idź!
Nie zatrzymuj się na tym,
co jest tylko środkiem.
Nie szukaj spełnienia w tym,
co jest drogowskazem, gdzie spełnienia szukać.
Idź!
Miłość jest drogą...
A celem - On.
...
"W Twoich rękach są nasze losy."
Lecz i w naszych - Twoje.
Jedno serce, myśl i ciało
stwórz więc gdzie jest dwoje.
Monice Paszkiewicz i Krzysiowi Wójcik
Zamiast kanapek i picia. Kielce, 23. 08. 2003.
powrót na górę strony
Meldunek ONŻ I-go stopnia w Lachówce
Maria Chrobak - kobiecina o życzliwym sercu,
gościś w domu nie przywykła jeszcze innowierców,
lecz z góralską życzliwością, prosto i przyjaźnie,
wita w domu tych, co przekonują, że są chrześcijanie.
Ale nie myśl bracie drogi i ty, moja siostro,
że w te progi na Lachówce dostać jest się prosto.
Nie wystarczy, że pokażesz odpis Chrztu Świętego,
lub zegarek komunijny od chrzestnego swego.
Nie wystarczy z bierzmowania zdjęcie Twego świadka,
ni sakramentalność związku małżeńskiego dziadka.
Nie wystarczy, żeś pamiętał gdzie Jerozolima,
ni jak zwykle Ojciec Święty pracy dzień zaczyna.
Nie wystarczy, że Twój szfagier chodzi do spowiedzi,
lub, że wiesz, kto zwykle w piątki pod kościołem siedzi.
Nie wystarczy, że z Maryją radio ciebie łączy,
że na głos twojego dzwonka biskup klęczeć kończy.
Nie wystarczy, żeś pielgrzymów w telewizji witał,
lub o słuszność dekalogu całkiem szczerze pytał.
Nie wystarczy, żeś całował świętych mężów groby,
lub kupował świątobliwe książki i ozdoby.
I to nawet nie wystaczy, że wszem wobec głosisz,
iż na swoich piersiach codzień krzyż Chrystusa nosisz.
Nie wystarczy!
Pani Maria tylko tego ma za Chrześcijana,
kto w Jezusie widzi Zbawcę i swojego Pana.
Pięknie! Każdy z nas w swym sercu to pragnienie chował,
aby Chrystus w codzienności życia zakrólował.
Poczęliśmy więc odważnie Bogu życie składać,
"Tak" dla prawdy miłowania szczerze wypowiadać.
Najpierw ksiądz nasz - Krzysztof Gajos życie Panu oddał.
Potem kleryk - Artur Stępień siebie ofiarował.
Za nim pięć animatorek życie swe oddało,
jedenaście uczestniczek kroku dotrzymało.
Wreszcie dwaj animatorzy życia dar złożyli,
uczestnicy w liczbie dziewięć wiernie dołączyli.
W końcu ja - muzyki strażnik do nich dołączyłem
i z gitary oraz życia dar też swój złożyłem.
Uradował panią Chrobak dar z trzydziestu duszy.
Otworzyła drzwi domostwa... i zatkała uszy.
A my głośno i radośnie Pana wychwalamy,
się modlimy, rozmawiamy, mądrych słów słuchamy.
A gdy braku wymownego zbliża się godzina,
to nas karmi Tata Marian i Mama Halina.
...
Jeśli do nas chcesz dołączyć - uznaj, żeś jest robak.
Wtedy pięknie Cię ugości pani Maria Chrobak.
Tam świętością urzeczony ugniesz swe kolana
i zapragniesz całym sercem swym już żyć dla Pana.
Meldunek studenckiej ONŻ I-go stopnia
Lachówka, 27. 07. 2003.
powrót na górę strony
Przysłowia o miłości
Tam gdzie świt modlitwę budzi
miłość się nie znudzi.
...
Gdzie życzliwe zrozumienie
pragnień tam spełnienie.
...
Komu smutki można mówić,
tego nie da się nie lubić.
...
Doskonałym jest w miłości,
kto nie chwieje się w wierności.
...
Tylko ten się znajdzie w Niebie,
kto nie szuka siebie.
...
Jedno skrzydło - oddawanie,
drugie skrzydło - przyjmowanie.
Imię ptaka? - miłowanie.
...
Miłość tylko ten dogląda,
kto na krzyż spogląda.
...
Dobre rady? - bez przesady,
znacznie lepsze są przykłady.
...
Ten miłości przykład daje,
kto na końcu staje.
...
Do miłości ten jest zdolny,
kto pokorny i pogodny.
...
Taka miłość daje radość,
która smutkom czyni zadość.
...
W dobre drzwi ta miłość puka,
która zrozumienia szuka.
...
Wielkie "NIE" dla złośliwości,
"TAK" dla wyrozumiałości.
...
Nigdy się nie znuży
ten, kto innym służy.
...
Wtedy mogę być dla Ciebie,
gdy posiadam siebie.
...
Wtedy dobre jest rozstanie,
gdy buduje zaufanie.
...
Nie zadużo jest w miłości
nigdy cierpliwości.
...
Wtedy wierzę, że miłujesz,
gdy słabego mnie przyjmujesz.
...
Miłość nigdy się nie zmienia
w woli, nie zaś we wzruszeniach.
...
Ten odnajdzie siebie w miłości,
kto nie ucieka od samotności.
...
Miłość wtedy się ostoi,
kiedy prawdy się nie boi.
...
Miłość zawsze nie domaga,
gdy od siebie nie wymaga.
...
Szybko miłość gdzieś zagubi
ten, co robi to, co lubi.
...
Mów mi często, że mnie kochasz,
ale częściej - pokaż!
...
Miłości uczą nie "długonogie"
ale posłuszne, czyste, ubogie.
...
Jeśli w twych słowach brakuje treści,
miłość się w "kocham Cię" nigdy nie zmieści.
...
Miłość nie może rany obmywać
wtedy, gdy ranę będziemy skrywać.
...
Jak ja mogę kochać Ciebie,
kiedy Ty ukrywasz siebie.
...
Utopi miłość w swojej własnej złości
ten, kto odchodzi od Żródła Miłości.
...
Nie dano mi Ciebie jak gwiazdkę z nieba.
W trudzie kształtować więc miłość mi trzeba.
...
I w miłość największą ten nie uwierzy,
kto siebie nie lubi i w siebie nie wierzy.
...
Miłość jest święta, a nie "od święta".
...
Tak, to prawda, że mam Ciebie,
lecz nie prawda, że dla siebie.
Uczestnikom i kadrze z ONŻ I-go stopnia
w Lachówce, oraz Mojej Magdzie.
22. 07. 2003.
powrót na górę strony
Miłość w czterech aktach odsłoniona
Wierzę całym sercem,
że brzemię Twej miłości nie może być zbyt ciężkie,
a słodycz Twego jarzma z latami nie mija.
Nie odmówisz łaski miłującym czystość
i nie skruszysz skały, gdzie dom swój zbuduję.
Wiem, czas mnie pochyli.
Niczym trawa na wietrze będę się uginał.
Lecz nie wzruszy korzeni
w żyzną glebę wrośniętych,
bo nie może jałowieć Ziemia Obiecana.
Wierzę w Ciebie, Boże Żywy,
w Trójcy Jedyny - Prawdziwy.
...
Skąd się to bierze, że chwiejność mnie ogarnia
i w wątpliwość poddaję prawdy oczywiste.
Czyż matka porzuca owoc sweg łona,
bym miał wątpić poważnie w stałość Twej miłości?
Jak Chrystus umiłował Swój Kościół.
Jedno ciało - po kres mego życia.
Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem
- rozdarte podwoje oddania.
Ach, żałuję za me złości
jedynie dla Twej miłości.
...
Przegrało już wielu.
Odeszli od drogi ciernistej i twardej
myśląc, że gdzie indziej odnajdą spełnienie.
Za kim mam pójść?
Kto mi pokaże, jak przez lata niezmiennie
w drzwi te same z miłością stukać?
Codziennie, co chwila, teraz...
Nie może zdradzić, kto wierzy w człowieka.
Ten też nie może zrezygnować z walki.
A wierzyć to widzieć nie to, co już jest,
lecz wciąż wypatrywać tego, co być może.
Przegrało już wielu.
I mówią, że przegram.
A ja ciągle wierzę, że miłość nie mija.
I ufam wciąż Tobie, bo Ty jesteś wierny
i wszystko mogący i tak miłosierny.
...
Zrozumienia wciąż szukam miłości małżeńskiej
- Trójjedynej Miłości świętego odbicia.
Jak Święty Swój Kościół - Świętą Nierządnicę...
Jak?
Boże, choć Cię nie pojmuję
jednak nad wszystko miłuję.
Mojej Narzeczonej
Lachówka, 21. 07. 2003.
powrót na górę strony
Inna
Nie jesteś taką, jaką Cię zmyśliłem.
Twój kształt nie pasuje do mych wyobrażeń.
Inna. Jesteś inna.
Odzywa się co raz dźwięk mowy nieznanej,
której nie rozumiem i w cale najbardziej nie lubię.
I smucę się czasem widząc Ciebie taką.
Tak trudno mi wtedy nazwać Ciebie moją,
jedyną, wybraną, tą, którą najbardziej...
Bo słyszę tuż obok słowa dobrze znane
i łatwe, by nimi uraczyć swe ucho.
Czym jest owa miłość co ma tak jednoczyć?
...
Nie szukać siebie...
Czymże byłaby ta miłość,
która tylko to, co lubi opiewa
i tylko w tym, co jej miłe gustuje?
Czy prawdziwie Ciebie kocham,
jeśli kocham tylko to,
co też widzę w sobie?
Jeśli przyklaskuję tylko mowie,
z moich słów składanej?
Inna. Jesteś inna.
Czystość mej miłości tylko w tym się ziści,
jeśli całym sercem inność umiłuję.
...
A Ty mi mówisz,
że chcesz mieć majty w tym samym co ja kolorze...
Magdzie
Lachówka, 19. 07. 2003.
powrót na górę strony
Tak
Umiłował ją.
Ramiona rozpostarł w uścisku najczulszym
i poznać dozwolił smak trwania w jedności.
,,Moja, Moja... święta.''
Opatrywał zranioną, umacniał zalęknioną
i przygarniał, gdy skruszona wracała z oddali.
,,Chodź, Piękna Moja, Gołąbko Moja, chodź!''
Przychodziła spragniona zdrojów wody żywej.
A on siebie jej dawał na ołtarzach miłości
i porywał ku temu, co nigdy nie mija.
...
Jak Chrystus swój Kościół...
Mojej Narzeczonej
Warszawa 11. 07. 2003.
powrót na górę strony
Z nocy
Tulę do serca Twe ciepłe dłonie
- Moje.
O krok już bliżej w ten wieczór staję
wobec miłości najczystszej.
Niech mnie umocni ta noc bez Ciebie,
bym będąc z Tobą wzruszeń nie płoszył,
a ranek otuli mocną nadzieją,
że kochać pięknie potrafię.
Magdzie
Warszawa 5. 07. 2003.
powrót na górę strony
Tłuczkowe Zmyślenia
Myślał Tłuczek młody,
że sam to wymyśli
jak być dobrym chłopcem
w życiu, a nie w myśli.
Aż mu zastukało
serce ciągle młode
rytmem krwi miarowym
w myśli pełną głowę.
"W życiu się nie ziści,
o czym Tłuczek myśli,
jeśli będzie w głowie
myślał wciąż o sobie."
Zasmuconej
Warszawa 3. 07. 2003.
powrót na górę strony
Chcę
Pukam cichutko do Twego serduszka.
Otwórz otwórz proszę.
Nie myśl, żem smutny,
bo wiatr w oczy wieje.
Polubiłem go serdecznie.
On mi kształt nadaje
i uczy jak być - Twoim!
Nauczę się nie chcieć zbyt wiele.
Wtedy będę miał wszystko.
I pękała będziesz ze śmiechu,
gdy będę mówił kawały.
Pamiętasz gołębie?
Zobacz jak zmądrzałem!
Już dawno nie śmiałem się tak,
jak przy Tobie.
Nie zdążysz się obejrzeć,
a śmiał się będę jeszcze bardziej,
gdy nam Ignaś dywan osika.
...
Niech się nie trwoży serduszko Twoje
Siostrzyczko Moja Piękna.
Mojej Ulubionej Dziewczynie
Noc z 25 na 26 czerwca 2003.
powrót na górę strony
Ojcowskie życzenia
Widzę.
Widzę jak odchodzisz, by prosić Najświętszą
o życie święte i bez skazy - co dzień.
Widzę.
To dobry znak, nie zważać na to,
co mówią i myślą inni - choćby najświętsi.
To dobry znak.
Męstwo!
Jak wilk, co w stadzie ścieżek swych nie gubi,
Jak orzeł, co w górę wznosi się samotnie...
Miłość na męstwie się wspiera!
Słyszę.
Modlitwy zew o szczęście dla innych - słyszę.
Jakże ich wielu i jak pięknie stale.
Miłość wielkoduszna i szeroko otwarta.
Oddanie, co oddania czeka.
Samotność nie wśród, lecz dla innych.
Cieszyłem się widząc,
jak pięknie odpierasz z uśmiechem na ustach
pochwały nie puste.
Nie dałeś się uwieźć, nie dałeś.
Jak kwiat, co chce słońcu chwałą sobą przynieść
woni swej dla siebie zatrzymać nie chciałeś.
I wiem to, wiem już dobrze,
że bliższym mi będziesz właśnie przez to,
że odchodził będziesz coraz dalej.
Niech Ci Pan Bóg błogosławi...
Dla Pawła Kuklika - Umiłowanego Ojca Przeora
w dniu 24-tych urodzin.
Warszawa, 20. 06. 2003.
powrót na górę strony
Ty i ja
Z dniem każdym powracać do tych poszukiwań
- gdzie, jak i czym jest?
Wplątane jej losy w naszych dni mijanie.
Zwyczajna i niezwykła!
Prosta... i tak trudna.
Pokochać tak bardzo, by siebie zatracić!
Uwalniać, wyzwalać i cieszyć się pięknem!
Pokorą jak wodą swą twarz wciąż obmywać
i śpiewem wychwalać już nie swoją chwałę.
Jestem dla Ciebie,
lecz nie jestem jedyny.
Uschniesz jeśli ku mnie tylko oczy zwrócisz.
Lecz wiedz, że zagubisz zdolność miłowania,
jeśli na mnie już dłużej spoglądać nie będziesz.
Jestem Twoim Mężem - a Ty, moją Żoną.
Czy wiesz, co to znaczy?
Niech niebo objawi nam prawdę miłości
wzruszone najczystszym westchnieniem.
Ewie i Sławkowi Kokoszko
Na wieczne miłowanie. Ostrołęka 14. 06. 2003.
powrót na górę strony
Prawo miłości
Odchodzę.
Mój czas dobiega końca.
Dojrzewa owoc po to, by potem stać się ziarnem.
Obumrę.
Już dobrze to pojmuję.
Mój wdzięk otuli ziemia, a inny Cię poruszy.
I nikt się nie zapyta, czy chcę swe życie oddać.
I nikt się nie zlituje, ni życia praw nie zmieni.
Tak będzie mimo woli. I mimo upodobań,
przeminę niczym trawa, co schnie w promieniach słońca.
Nie będę zatrzymywał i w rozpacz nie popadnę.
Rozłożę swe ramiona najszerzej tak, jak umiem.
A potem utajony z bliskości i z oddali
z lwią siłą będę Ciebie chronił.
Mojej i Niemojej Magdzie
Warszawa 10. 06. 2003.
powrót na górę strony
Niezamyślanki
Może to i prawda,
że szczeście mieszka tam, gdzie się o nim nie myśli zanadto.
Nie nie myślę, a drogę do spełnienia widzę przed oczyma.
Może więc to nie prawda, a może nie może.
Aczkolwiek cokolwiek rzec tu może nie wielu,
więc pocóż nie słuchać nie wszystkich uważnie?
Kto słuchał wnikliwie, gdy inni mówili,
teraz jest słuchany, kiedy sam przemawia.
Gdybanie do prawdy przybliża czasami,
po za tym przypadkiem, gdy wogle nie zbliża.
A bywa zbliżenie, co ludzi oddala
i bywa odległość, co bliskość buduje.
Do czego dochodzą siedzący w fotelach,
lub gdzie się zasiedzą łażący gdziekolwiek?
Jak trudna jest droga, co od trudu stroni?
Czego nie odnajdzie, kto za wszystkim goni?
Ala ma kota, a kot ma Alę
dzisiaj już o to nie pytam wcale.
Zostań moim snem,
ja poduszką Twoja zostać chcę.
Mojej Magdzie, na imieniny
Warszawa 29. 05. 2003.
powrót na górę strony
Zasłona
Nie umiem jeszcze.
Słabość mnie zaskakuje
i kpi z moich starań.
Ale wiem, w Kim złożyłem nadzieję.
Odmawiam radości swym oczom.
Strzegę spojrzenia jak skarbu.
W wewnętrznym napięciu jak w tyglu
kształt swojej woli nadaję.
Miłość to trud,
jarzmo słodkie i brzemię lekkie.
Jak osła zaprzęgam leniwe golenie
w rydwan anielskich zastępów.
I rodzi mnie owoc prostego zmagania
jak rosą w słońcu łaskami skropiony.
I wiem, że gdy wytrwam, to nie ze starości,
lecz umrę z miłości do żony.
Mojemu (S)Mutkowi
Warszawa 14. 05. 2003.
powrót na górę strony
Niepoznana
Naiwny, kto sądzi, że pojmuje,
że wie kiedy i w jaki sposób.
Czyżby nie każda cnota cnotą była?
Stałość, niezmienność... zawsze!
Że motywu to zaletą to wiem,
ale czy formy, miejsca i czasu?
Wytrącony z pewności znów się sobie przyglądam
i pytam o słowa, o gesty najmilsze.
Jedność.
Nie wierzę w jej prawdę, bez prawdy poznania.
Znasz? Chcesz być poznana?
Adam poznał Ewę i ta porodziła...
Gdzie syna mam szukać bez prawdy o Tobie?
Uginam kolana i kark twardy schylam,
niech w ciszy przemówi pokora.
Niepoznanej
Warszawa 12. 05. 2003.
powrót na górę strony
Jak wiosna kwiatami
Jak wiosna otula łąkę kwiatami,
tak chcę Ciebie - pocałunkami...
Jak drzewa chowają pisklęta w konarach,
tak chcę Ciebie - w ramionach...
Jak słońce swym żarem rozpala
płomienie, tak chcę Ciebie - spojrzeniem...
A miłość dziki wiatr,
wieje gdzie chce.
Mojej Magdzie
Warszawa 7. 05. 2003.
powrót na górę strony
Burkowa mądrość
Spoza gór i spoza rzek,
wprost na nieba drugi brzeg
leci Anioł od Maryi.
Kwiatów wieniec ma na szyi
uwiązany mocnym sznurkiem,
który wcześniej razem z burkiem
zakosili ze stodoły.
Jest szczęśliwy i wesoły,
bo obiecał Marii dziecko,
a na niebie jest słoneczko.
Nagle dostrzegł obok ptaka.
- Ale będzie zaraz draka,
jak go wezmę razem z sobą.
Więc podumał swoją głową
i na pomysł wpadł by ptaka,
złapać sznurkiem za...
Ot taka
myśl mu przyszła w owej chwili.
Ściągnął wieniec więc ze szyi,
z wieńca wyplótł sznurek mały...
i się kwiaty rozsypały...
Z tej histrorii morał taki:
"Zostaw ty w spokoju ptaki!
Bo to wie już każdy burek,
że potrzebny kwiatom sznurek."
Mutkowi, na Anioł Pański
Warszawa 13. 04. 2003
powrót na górę strony
Nie nowa
Od nowa, od nowa, od nowa...
Jak rzeźbiarz wiecznie nie zadowolony ze swego dzieła,
szukać kształtu wciąż i stale piękniejszego.
Doskonałość miłości
- nie można być do końca szczęśliwym,
jeśli w nią się nie wierzy.
Wierzysz?
Pójdźmy pospiesznie, szukajmy wytrwale,
kolanom o zmierzchu nie dajmy wytchnienia.
Bóg nie odmawia łaski tym,
co Go pokornie szukają.
Mojej Magdzie
Warszawa 16. 03. 2003.
powrót na górę strony
Cmoki
W nocha, w ucho,
w szyję, w brzucho,
w pupę, w plecy,
w knot od świecy,
w ramię, w nogę
i w podłogę,
w pierś waleczną,
niebezpieczną,
w Centrum Zdrowia Matki Polki,
w rolki, w szprychy i wytrychy,
wreszcie prosto w same usta...
A kapusta, głowa pusta,
rzecze - takie ściemy, lubię
gdy je spełnia chłop po ślubie.
Mutkowi
Warszawa 14. 03. 2003.
powrót na górę strony
Dobranoc
Powracać dwa razy, noc już przywitawszy,
raz jeszcze ustami twarzy Twojej szukać,
zamilknąć, choć ciało tak dużo chce mówić
i tulić modlitwą piękny czas rozstania...
Moja, Moja, Moja...
Twój, Twój, Twój...
Magdzie
Warszawa, 12. 03. 2003.
powrót na górę strony
Niepierwszy
Mówią mi Ci, którzy Cię znają,
że mam szczęście.
Bez obaw opowiadają o słodyczy,
jaką mój Bóg w Tobie stale składa.
Radość spokojna wypełnia me wnętrze,
choć drżę sam o siebie, bom sobie sam znany.
Odchodzę więc na bok, lecz tylko troszeczkę,
tak byś nie czuła, że mnie w Tobie zbyt wiele.
Staję sobie w kącie i jak mały chłopiec,
co wie, że go mama i tak tam odnajdzie,
z niewinną prostotą i pełen ufności
scyzorykiem na ścianie srkobię Twoje imię.
"Zawodowej Dziewczynie"
Warszawa, 11. 03. 2003.
powrót na górę strony
Kocham Cię
Kocham Cię...
Tak prosto, zwyczajnie,
tak wdzięcznie, tak ładnie,
tak świeżo, powabnie,
tak stale, tak znów...
że myśli mi braknie
i słów.
Ukochanej
Warszawa 10. 03. 2003.
powrót na górę strony
Śliczna sukienka
Nie przypuszczałem wtedy,
gdym witał Cię uśmiechem
zwyczajną, jak wszystkie dziewczęta,
że przyjdzie mi Cię pragnąć bardziej niźli inne.
Nie znając czasu, co miał wkrótce nadejść
przechodziłaś w mych myślach niezauważona.
Nie zdobiłem swego domu zapachem Twego ciała
i nie szukałem wzruszenia, które z ust Twoich płynie.
Miłą mi byłaś i słodycz Twą znałem,
lecz słowem "Najmilsza" nie nazwałem Cię wtedy.
Czym szukał? - Nie sądzę.
Gotów nawet byłem inną drogą zdążać.
Jak Cię zatem odnalazłem?
...
,,Dar i zadanie'' - tak mówią,
gdy ktoś pyta czym jest,
by zrozumieć.
Ociera się człowiek o sens swego życia,
gdy rozumie.
...
Czy mnie powołał do życia przy Tobie,
Czyśmy sobie siebie nawzajem wybrali,
bym mógł Cię nazywać "Moja",
a Ty mówić o mnie - "Mój"?
Miłość nas przywiodła ku sobie tak zgrabnie,
bym w Tobie kobiecość ukochał najbardziej.
...
Gołąb jasny skrzydłami nam niebo dziś porysował.
A ja kredki barwnymi, jak tęczą złocistą
namaluję Ci śliczną sukienkę.
Mojej Magdzie
Warszawa 7. 03. 2003.
powrót na górę strony
One
Różane, maślane,
kwitnące, pachnące
i te, tak zwyczajne jak kwiaty...
Te małe i duże,
te chude i grube
i te, co sikają na raty...
O włosach jak jedwab
i krętych jak życie,
i te, którym czas biegł zbyt szybko...
Promienne, wiosenne,
pogodne, ozdobne
i te, które smucą się tylko...
Łagodne jak lwice,
cichutkie jak żaba
i te rozhukane jak sowa...
Te z biustem jak alpy,
z nogami do nieba
i te, w których cenna jest głowa...
Gorliwe jak suseł,
zaradne jak kura
i te, tak leniwe jak mrówka...
Wstydliwe, pokorne,
ukryte i skromne,
i te, którym miłe są słówka...
I innych tysiące,
tych dziś już nie pomnę,
w nich piękno stworzenia ubarwia się życiem.
To w nich, przy nich, dla nich
i z nimi dopełnia
się naszej męskości - bycie.
Dziewczętom, na Dzień Kobiet
7. 03. 2003.
powrót na górę strony
Porankowe zmyślunki
Sznurek i sznurek, to sznurki dwa,
świerszcz późną wiosną melodie gra,
zimę nie każdy skrzat leśny lubi,
a kto się lubi ten - bywa - się czubi.
Na górze fiołki, na dole róże,
pająk ma domek w kącie na rurze,
w lesie są drzewa, ptaki i grzyby,
rybak do pracy chodzi na ryby.
A ja przymykam dziś oko lewe,
chwytam w swe dłonie bialuśką mewę,
wkładam jej w dzióbek liścik miłosny
i szepczę: "Leć! Do Pani Wiosny."
Ulubionej Dziewczynie
Warszawa 6. 03. 2003.
powrót na górę strony
Mutkowe wzruszenie
Jak Tłuczek w butelce się sprytnie uwijam,
przekładam to to, to znów tamto,
wyjmuję raz śliczne, raz szare zmyślunki
i tak sobie Tobą oddycham.
Drogiemu Helmutkowi
Warszawa 6. 03. 2003
powrót na górę strony
Proch i pył
Ty Jeden od dobra odstąpić nie umiesz.
Niewzruszenie trwasz i jesteś.
Mnie myśl moja zwodzi.
Sobie się przymilam,
a potem boleśnie jestem sobie przykry.
Najczystsze wód zdroje umiem zmienić w bagno,
a zwykłym kałużom pieśni bym wyśpiewał.
Czym jestem sam z siebie?
Gdzie siebie odnajdę,
jeśli Ciebie w stworzeniu szukać chciał nie będę?
Gilczkowi
Środa Popielcowa
Warszawa 5. 03. 2003.
powrót na górę strony
Poranny
Me oczy swą śliną i prochem dziś przetrzyj.
Chcę patrzeć na ludzi jak Ty patrzysz na nich.
Gdzie dobro - chcę chwalić Cię w nim bez zazdrości,
gdzie słabość - zrozumieć tak, jak Ty rozumiesz.
Więc daj mi tę łaskę bym mógł się ukorzyć
przed pięknem i dobrem człowieka.
Mojej Magdzie
Warszawa 5. 03. 2003.
powrót na górę strony
Skupienie
Mojej nie starczy, zbyt słaba i chwiejna,
jak dom z kart na piasku rozsypie się w gruzy.
Lecz wiem, kto jest skałą - tam mocy chcę szukać,
jak proch się ukorzę przed cnoty skarbnicą.
Gdzie myśl zbyt wnikliwa - tam krzyż odpowiedzią,
tam twarz swą pochylę, gdzie cisza myśl tuli.
Tam ugnę kolana przed prawdą poznania,
gdzie miłość całuje najczulej.
Zwykłej
Warszawa 4. 03. 2003.
powrót na górę strony
:-o
Gorące, soczyste i w uchu świszczące,
cichutkie, z szelestem zarostu na brodzie,
zaczepne i dzierstkie, jak ogień płonące,
tak lekkie i słodkie jak lilie na wodzie...
Ale co, tego już nie pamiętam.
Esz to no! (To po węgiersku - Kocham Cię!)
Mutkowi
Warszawa 27. 02. 2003.
powrót na górę strony
Ósemka
Miałaś ponoć być "ósemką"
śliczną panną bez chłopaka,
a tu cosik mi się zdaje lekko,
że się robi mała draka!
Miesiąc ósmy dzisiaj mija,
Ty nie mówisz - "ja niczyja".
I co gorsza się zanosi,
że o rękę Cię poprosi.
Ale wsypa! Kto to widział?
Kto ów rzeczy bieg przewidział?
W czyjej głowie owe wieści
mogą się w całości zmieścić?
Nie wiem, kto w tym palce maczał,
że zamysły swe wyznaczał
ścieżką tak niespodziewaną,
jednym słowem niesłychaną.
Mniejsza o to, czy to ważne?
Fakt, że sprawy są poważne,
wręcz życiowe, rzec się pragnie.
Bardzo ładnie, bardzo ładnie!
Z drżeniem głos swój więc wytężam,
siły wszystkie w sobie sprężam
i choć myśl onieśmielona
ją wyrażę, zanim skona.
Słuchaj teraz więc z uwagą,
przyjmuj słowa te z powagą,
i rozmyślaj o tej treści,
która w nich się cała mieści.
Że do cmoków pierwszy staję
jest wiadomym, jak się zdaje,
przejdę więc do sedna rzeczy,
kto rozumie niech nie przeczy.
Bardziej niż w Twe śliczne oczka,
bardziej niż w miejsce na smoczka,
bardziej niż w Twe uszka małe,
bardziej niż w Twe brzucho całe,
nawet bardziej niż w kolana,
bardziej niż w komórkę z rana,
bardziej niż w Twą szyję, w głowę,
w zakazaną mi połowę,
Bardziej niźli w Twoje stopy,
w plecy wcale nie dla hecy,
bardziej niż w Twą czułą rękę...
chcę dziś cmokać Cię w ósemkę.
Mojej Ulubionej Dziewczynie
w 8 miesięcy od
Warszawa 26. 02. 2003.
powrót na górę strony
Za Ciebie
Słońce świeci prosto w okno,
piękna dzisiaj jest pogoda,
więc spoglądam prosto w niebo
i cichutko, na paluszkach
modlę się o szczęście Twoje.
Ośmiomiesięcznej
Warszawa 26. 02. 2003.
powrót na górę strony
Miłość zakatarzona
Wiedziałem od dawna,
że miłość ma zapach kwiatów rwanych na łąkach wiosennych,
że smakuje jak jabłko dorzałe, soczyste,
że śpiew leśnych ptaków jest głosem miłości,
że stroi się w zachód nadmorskiego słońca,
że pełnią księżyca nocami się wzrusza,
że w oczach jej płomień, a w ustach szept miły,
że dłońmi czułymi się tylko otula,
że mierzy w szczególne spośród dni zwyczajnych.
Taką znają wszyscy z fimów, z książek, z baśni,
takiej też szukałem w swojej wyobraźni.
Lecz gdy z nocha leci i głowa gorąca,
to w miłości najlepsza jest taśma klejąca.
Mojemu Wsparciu w Chorobie
Warszawa 24. 02. 2003.
powrót na górę strony
Tych spojrzeń
Tych spojrzeń szczególnych,
co twarz ukochaną onieśmieleniem okryją,
co wzruszą odczuciem, żeś piękna w mych oczach,
co znamię wybrania na sercu odcisną...
tych spojrzeń szczególnych chcę strzec.
Pięknej
Warszawa 23. 02. 2003.
powrót na górę strony
Pytasz mnie czy tęsknię
Za przejrzystością oczu,
słowami jaskrawymi,
za prawdą gestów, spojrzeń,
myślami najczystrzymi,
za sobą po za sobą,
miłością po za nami,
za Niebem, za radością,
i pięknem między nami,
za otwartością serca,
co skrywać nic nie musi,
za wonią dobrych dziewcząt,
co ku wierności kusi,
za Tobą w pięknej szacie,
co orszak dziewic zdobi,
za Tobą z sercem nagim,
oddanej w noc mężowi,
za sobą dobrym, prawym,
gorliwym i sumiennym,
zaradnym, wielkodusznym,
pokornym i płomiennym...
Pytasz mnie czy tęsknię?
Magdzie
Warszawa 21. 02. 2003.
powrót na górę strony
Nieprawda
Nieprawdą być musi,
że słońce swe kwiaty otulać zapomni,
że chmury nam deszczu odmówić zapragną,
że Anioł przegapi swój czas zwiastowania,
że serce się znuży radością dawania,
że brzuch swoje prawa nad rozum wyniesie,
że krzyż miłowany do Nieba nie wzniesie,
że rzeczy codzienne się stają jednakie,
że gesty powszednie są już bylejakie,
że Bóg nie rozmnoży już chleba zgłodniałym,
że serce zostanie dla innych zbyt małym,
że rozmów głębokich nam kiedyś zabraknie,
że miłość prawdziwa w swym smaku wyblaknie.
Niech więc nas nie trwoży to próżne gadanie.
Obietnic swych Niebo nie cofa.
Kochanej Magdzie
Warszawa 20. 02. 2003.
powrót na górę strony
Okropnie bym się ucieszył
Wsiadłem wczoraj z Nią do windy
- windą nie jeździła nigdy.
Chciałem ruszyć na szesnaste,
dodam - windy nie są ciasne,
więc pobrykać można w koło,
tak, że potem jest wesoło.
Ale winda pojechała
na sam dół, a moja Mała
krzyczeć nie chce w niebogłos
- "Dam ci fangę w nos!".
Szkoda, pomyślałem sobie
w swojej małej zmyślnej głowie,
bo to strasznie fajnie w nocha
od dziewczyny dostać ciocha.
Rufusowi
Warszawa 12. 02. 2003.
powrót na górę strony
Modlitwa do Mikołajka
Mikołajku kolorowy,
mądrość wepchaj mi do głowy,
naucz wierszy o miłości,
o wolności i wierności,
ucz mnie cmokać jak najpiękniej,
myśleć, patrzeć jak najlepiej,
mówić same dobre słowa,
aby miła była mowa,
siedzieć cicho, kiedy trzeba,
prosto kroić kromkę chleba,
jak smarować serkiem nos,
wdzięcznie jak wydawać głos,
nosić przez ulicę... siatki,
a na sobie spodnie w kratki,
jak humoru strzec dobrego
i spojrzenia zaczepnego,
jak zachęcić innych ludzi,
gdy się słowo moje znudzi,
aby oni zabawiali,
tańcowali i śpiewali,
no i wreszcie jak być małym,
pokorniutkim chociaż śmiałym.
Mikołajku kolorowy
taką mądrość mi do głowy
wepchaj dzisiaj z całej siły,
bym Kochanej mógł być miły.
Mojej Magdzie
Warszawa 11. 02. 203.
powrót na górę strony
Litania do naszych Świętych
Pani Pięknej Miłości - Panią naszą bądź
Świety Józefie - od zła wszelkiego chroń
Królowo Dziewic - w czystości prowadź nas
Święta Teresko - rozbawiaj w każdy czas
Święty Augustynie - mądrości przymnóż nam
Święta Gertrudo - do szczęścia prowadź bram
Święty Franciszku - prostotę w serca wlej
Święta Faustyno - cierpliwość dla nas miej
Święty Josemaria - zahartuj niczym stal
Święta Jadwigo - próżność i pychę spal
Świety Ludwiku - gorliwość świętą wznieć
Święta Agnieszko - pokaż jak trudu chcieć
Święty Janie od Krzyża - zaparcie siebie daj
Święta Mario Magdaleno - wierność nam codzień maj
Święty Sylwestrze - pokaż jak zwykłym być
Wszyscy Święci Pańscy - uczcie o Niebie śnić.
Baranku Boży - spójrz, żeśmy chorzy
Ty gładzisz grzechy świata - przez długie lata
Zmiłuj się nad nami - bośmy słabi sami
I daj nam twórczy pokój - a zabierz "święty" spokój.
Święty Boże, Święty Mocny, Święty a nieśmiertelny
- umiłuj Się nami.
Mojej Magdzie
11. 02. 2003.
powrót na górę strony
Wolność serca
Tej pięknej wolności
co pięknem kobiety się wzruszyć pozwala
nie burząc spokojnej radości oddania
co twarzą dziewczęcą pogodną i prostą
ucieszyć się umie nie dając się uwieść
co pragnie rozkwitu i woni najmilszej
tych kwiatów co inne ramiona ucieszą
co na piękno patrzy bez uzasadnienia
i jak ojciec córkę dalej w świat posyła
tej pięknej wolności - czekam.
KODA w Katowicach
6. 02. 2003.
powrót na górę strony
Dla Jagny życzliwe słowa
Że wdzięku Niebiosa poskąpić Ci zapomniały,
to kwestia powszechnie już znana.
Któż, jak Ty, Biskupa witać umie,
lub słodkością wyrobów serce uraczyć?
Rozsypał przy Tobie Pan Bóg swe wonności,
lecz Tobie już trzeba je skrzętnie pozbierać,
jak kwiaty najmilsze we wianek poplatać
i oddać... by świat już nie Tobie,
lecz Jemu cześć oddał.
Zna On serce Twoje.
Zna i myśli skryte.
Wie, gdzie się zaczynasz
i gdzie kres jest Ciebie.
Widzi, co jest kruche,
a co mocno stoi,
kim najpiękniej jesteś,
a kim być nie umiesz.
Widzi też dość jasno,
kim byś stać się chciała,
widzi też tę Jagnę,
którąś zapomniała.
Widzi...
- jak sokół swe gniazdo,
gdzie pisklęta złożył.
Jakże więc mam milczeć
w ten dzień tak szczególny,
gdy Twego istnienia dar w Niebie świętują?
Jagna! Lat nam żyj już pięćset!
Anecie Binkowskiej
z okazji urodzin
Warszawa 30. 01. 2003.
powrót na górę strony
Nie mija
Są chwile, gdy słabość przemawia tak mocno,
że ciszy juz wcale nie słychać.
Drżę wtedy jak pies mokry z zimna,
bo krew puls wybija nieznany.
Myśl nielogiczna rozsądek omamia,
i plecie, że sił nie wystarczy.
Zakładam więc buty i pędzę na górę...
tam pewna ostoja przetrwania.
Gdzie niebo się z ziemią w uścisku splatają,
kolanom wytchnienia odmawiam.
Tam wraca znów cisza, znów cieplej na duszy,
i krwi puls znajomy i bliski.
Nim wrócę do swoich, by buty oczyścić
z pogoni za wiarą w nieznane,
zawieszam na gwoździach mą małą nadzieję,
że miłość nie może przemijać.
Tej, która spytała, czy nie mija.
Warszawa 29. 01. 2003.
powrót na górę strony
Święty?
Tak ciężkie Twe słowa,
tak rwą spokój w środku
i gniotą...
gniotą.
Czy pycha się kruszy,
czy złość słuszną wzbudzasz?
Nie wiem.
A smutek powstaje na nowo do życia.
Ślady, które bolą.
Pamięć, która krzyczy.
Przebaczenia jak lekarstwa trzeba?
Czy kurczę się w sobie,
czy w bólu powstaję,
gdy klecisz tak słowa jak święty?
Warszawa 28. 01. 2003.
powrót na górę strony
Niech Pan Bóg Ci trudów nie szczędzi
Niech Pan Bóg Ci trudów nie szczędzi.
Niech miłość jak skała się staje.
Niech myśl ta na nowo się wzbudzi,
że miłość oddaje, oddaje...
Magdzie
Warszawa, noc 27-28. 01. 2003.
powrót na górę strony
Zdrada
Choć czas po mszy krótki
i z dnia myśl radosna,
to pycha pogodę zmąciła.
I nie ma znaczenia,
czy inne zbyt piękne,
czy inni zbyt wdzięczni dla oczu.
Zasmuci cię słabość tak nagle, tak mocno,
że nic już się ukryć nie uda.
I spali we wnętrzu ta myśl tak bolesna,
żeś miłość do wiatru wystawił.
Rozumiem już bardziej,
dlaczego Wincenty jak szmata chciał być traktowany.
Gdzie nie chcesz się zgodzić na swoją skończoność,
tam skończy się zdolność kochania.
I znów to pojmuję - jak dureń po szkodzie,
że słowa jak plewy są puste.
A wielkość miłości zaparciem się mierzy,
zachwytem innymi nie sobą.
Dorotko, Grzegorzu, Agnieszko, Wiktorze
i wy sprawcy zwykłej radości,
wybaczcie, żem sobie chciał wszystko przypisać,
a Was niczym gorszych pomniejszyć.
Niech piecze, niech pali,
niech złamie doszczętnie
tę pychę, co w sobie gustuje.
Dopiero gdy zechcę jak nawóz gnić w ziemi,
kwiat na mnie przepiękny wyrośnie.
Warszawa, noc 21. 01. 2003.
powrót na górę strony
Nieproszona Dama
Przyszła.
Przez boleść wieczoru przedarła się sprytnie,
by ulgą namaścić zanadrza.
Jak żona przemiła pieściła najczulej,
szeptała do ucha namiętnie,
że jej ciągle jestem,
że w niej me spełnienie...
dopóki mnie inna nie przyjmie.
Śmieszna i bez sensu,
bez ramion i piersi
i twarz cała skryta przed nocą,
a owoc realny, choć pusty, bez smaku,
bo z gwałtem rwanego nasienia.
Ulżyło,
ulżyło - cel spełniony.
Choć łatwy, to wiernie powraca,
by ciało otulić jak kołdrą nad ranem
jej syn - mój syn? - tak spokojny.
Zerkam w stronę świtu,
życia poszukuję,
spokoju za cel mieć już nie chcę.
Jak mąż najwierniejszy
bezlitośnie szepczę -
Droga Panno X,
czas odejść...
Przedwczesno-porankowym
Warszawa 20. 01. 2003.
powrót na górę strony
Spamiętanie
Żeś drogą ku szczęściu jak jabłoń wybrana
pamiętać i uczyć się pragnę,
by słodycz owocu móc światu objawić
jak dziecko.
Mojej Magdzie
Warszawa 19. 01. 2003.
powrót na górę strony
Nie wiem
Wdzięczność przybiera różnobarwne kształty.
Jak rosa o świcie - się mieni w kolorach
odblaskiem swej siostry barwnowłosej tęczy.
I nie wiem doprawdy, który dziś mam wybrać
za Twoją serdeczność zwróconą w mą stronę.
Wiolka! Jak ja Cię nie lubię!
Wioli Prachnio
Warszawa 19. 01. 2003.
powrót na górę strony
Na zbolałe kolana
Zbudź na nowo ufną wiarę,
żeś nam bliski i życzliwy.
Daj cierpliwie tulić ból oczekiwania.
Ilonie - Izia
Warszawa 19. 01. 2003.
powrót na górę strony
Najdłuższy z tygodni
Mknijcie chwile jak rumaki,
Szybciej, szybciej... pięknie!
Niech powróci w utęsknione
drżeniem śniące ramiona.
Agnieszce Olak
Warszawa 19. 01. 2003.
powrót na górę strony
Gdy
Gdy pałka zbyt ciężka, a czapka przyduża,
Gdy szczęki kajdanek rdzewieją od deszczu,
Gdy lizak z mandatem zielone z czerwonym
Jak ślepy kierowca okrutnie mieszają,
Gdy pasy rozpięte, a światła zgaszone,
A radar pijanych znów robi w balona,
Gdy korki na rondzie minimalną prędkość
Mają gdzieś tak samo, jak przechodnie pasy,
Gdy pies nie chce słuchać, w radiowozie zimno,
Gdy kumpel na służbie przysypia jak sowa,
Gdy pijak w rynsztoku przeklina gliniarzy,
Że dziś go nie wzięli do izby wytrzeźwień,
Gdy dość będzisz miała tego zakręcenia,
Kradzieży, napadów, gwałtów i wykroczeń,
Gdy marzyć się będzie urlop wieczny w Niebie,
Gdzie są tylko sami dobrzy, prawi ludzie,
To wspomnij cichutko ową chwilę, kiedyś
Naiwnie jak dziecko w uczciwość wierzyła.
I popatrz na chłopca, co być policjantem
pragnie znacznie bardziej niż nowych zabawek.
On już to pojmuje swą główką maleńką,
Że szczęście przynosi wierność słusznym prawom
I jak wartkiej rzece wałów i umocnień,
Że trzeba nam ludzi, co owych praw strzegą.
Gosi Jaroszewicz - policjantce
Warszawa 18. 01. 2003.
powrót na górę strony
Pojmuję
Że iść poprzez Ciebie do Nieba,
z miłością, jak dzieckiem w ramionach,
że patrzeć, jak kwitniesz promienna
za moją i nie moją sprawą,
że trudzić się w sobie ze sobą,
by trudno Ci przy mnie nie było,
że myśleć, jak bardzo byś chciała,
przez kogoś być pomyślana,
że służyć, jak służą mężowie,
byś w oczach piękniała jak sarna,
że słuchać, byś mowy nieważnej,
przed ważną ukrywać nie miała,
że być Ci ostoją, schronieniem,
niezwykłym i zwykłym wruszeniem
i stróżem pogody słonecznej
i drżeniem...
Że chcę właśnie tego, pojmuję.
Wybraniej
Warszawa 18. 01. 2003.
powrót na górę strony
Tego
Prostych wzruszeń, jak uśmiech,
ciężkiej pracy, co kształci,
życzliwości przytulnej
i wierności miłości.
Tego dziś Ci życzę.
Porannej
Warszwa 17. 01. 2003.
powrót na górę strony
Czyżbym znowu nic nie pojął
Czyżbym znowu nic nie pojął
i tam gdzie się echo tęsknoty o ściany serca odbija,
zwykłej nudy wypatrywał?
O wybacz jeśli i tym razem męska logika mnie zwiodła!
Lecz strzeż się, jeśli szeptała mi trafnie!
Tam gdzie nadmiar obowiązków zmusza,
by wybierać jedne, a inne porzucać,
wieść o nudzie działa jak płachta na byka.
Niech mi tylko miłość za motyw służy,
a rozpędzę jak złe myśli to leniwe towarzystwo!
Czyżby jasne to nie było, że miłości nie wolno się nudzić?!
Znudzonej
Warszwa 16. 01. 2003.
powrót na górę strony
|