|
Chłopie?!
Jak orła na śniegu
biało-rudy szczeniak
nosem swoim mokrym znienacka wyrzyna,
tak czubek suszarki
mej małej XLce
do stukania w wannę
inspirację czyni.
Mówię ci, Chłopie!
My to mamy dobrze.
Pysiowi Warszawa 21. 12 2004.
powrót na górę strony
Poranny
Banan, gruszka i wydmuszka,
cmok szeptany w środek uszka,
tak dla hecy blisko brzuszka ciepłe plecy.
Bo miłość z porankiem winna wciąż się rodzić.
Mojej Najmilszej Żonie Warszawa 10. 12 2004.
powrót na górę strony
Taty łapy i kanapy
Czyja kolej połknąć budzik,
Kiedy czas by już się zbudzić?
Wtulam zmyślnie swoje brzucho
W Twoje plecy, a nos w ucho.
Niczym dłonie w ogniu świecy
Grzeję senne myśli z rana
Zanim w pracy zjem banana.
Na poważnie nie dla hecy
Wtulam brzucho w Twoje plecy.
Tylko jedno może chrapać,
Drugie - myśli senne łapać,
By do kuchni trafić mogły.
Tyka budzik ranne modły.
Niepośpiesznie portki wkładam.
Dłonią jakość wody badam.
Patrzę w lustro - strach popatrzeć!
Lezę więc do kuchni zadrzeć
Z nożem, co śniadanie mi szykuje.
Brzuch na plecach Twych ląduje
A nos znowu szuka ucha.
Jabłko dzisiaj, a nie grucha.
Tak to jest, gdy myśli z rana
Grzeję w świecy jak banana.
Gdy koszula w ciężkich bólach
Brzuch mój niczym Ty otula,
Wkładam buty niepoprawnie,
Cmoki budzę niezaradnie
I szerokim gestem misia
Tulę Pysia.
Niech Cię strzeże Pan łaskawy!
Bułki włożę dziś do kawy.
Najdroższemu Czubeczkowi że już 29 miesięcy Warszawa 26. 11 2004.
powrót na górę strony
Wiedzieć a chcieć
Wiedzieć, a chcieć, chcieć, a czynić,
czynić, a rodzić owoce pełne soków pożywnych i miłych podniebieniu
- nie tym samym być może i nie tym samym też bywa.
W zmyślność trza odziać odruchy niewinne,
w niewinność - zmyślności wszelakiej zamiary.
Zbyt często naiwność - oszustwa wszelakie,
a fałsz sobie bierze naiwność do pary.
Mądrego, gdy słaby tylko mądry słucha.
Dobrego zadepcze osiłków gromada.
I jak kamień w wodzie, tak w ustach płochliwych
utonie najbardziej wiary godna zasada.
Pisałem wam, młodzi, że jesteście mocni,
mocni ciałem i duchem, mocni czynem i w "gębie".
Dziś chcę byście byli przebiegli jak węże
i winy mniej godni niźli gołębie.
Wiedzieć, a chcieć, chcieć, a czynić,
czynić, a rodzić owoce pełne soków pożywnych i miłych podniebieniu
- nie tym samym być może i nie tym samym też bywa.
Magdalenie Laskowskiej, Mojej 28-miesięcznej Dziewczynie Warszawa 28. 10. 2004.
powrót na górę strony
Miłość
Mówią, że to sianie,
branie i dawanie,
czasem, że to tylko obok siebie spanie.
Dzisiaj w moich uszach to wybrzmiewa zdanie
- "Miłość, to zadanie."
Kocham Cię...
Magdzie, Mojej 27-miesięcznej Dziewczynie, Warszawa 27. 10 2004.
powrót na górę strony
Bez podtekstów
Z bliska oglądam tych spraw doczekanie,
które niedawno tajemnic mrok skrywał.
Poznałem, więc inne już teraz zadaję pytania.
Z prostoty gestów jasnych i nagich
płynie przesłanie, które z uwagą próbuję odczytać.
Jakim winien być ów akt, by był on małżeńskim?
Czym jest owych misteriów istota?
Opadła kurtyna, lecz czy widzę jaśniej?
Droga nie przestaje być drogą tylko dlatego,
że ją na stałe ze stopami złączyli.
A i zbłądzi niechybnie, kto swym nogom trudu szczędzić zaczyna.
Idę - przy Tobie, z Tobą i przez Ciebie.
Przy Nim, z Nim i przez Niego,
kiedy idę do Ciebie.
Magdzie, Mojej 26-miesięcznej Dziewczynie Warszawa 26. 08 2004.
powrót na górę strony
Teraz
Sennym wejrzeniem unoszę myśli
ku tym chwilom,
które jeszcze na nas czekają.
Święcie niecierpliwe.
Już, już, już,
nie ma na co czekać.
Teraz jest chwila sposobna,
by wolę w życzliwość przystrajać.
Choć słowa nie zawsze jednakie,
choć gest wciąż jak jabłoń dojrzewa,
niezmiennie jest chwilą właściwą
ta, co się właśnie już rodzi.
Teraz.
Nie ma chwili sposobniejszej.
Nie będzie ni jutro, ni kiedyś.
Teraz jest czas na spełnienie.
Teraz jest czas
aby kochać.
Mojemu Czubeczkowi
Warszawa, 29. 07. 2004.
powrót na górę strony
Pieśń o kwiecie
O kwiecie, co z ziemi ku niebu wyrasta
pieśń niosę ku źródłu ciepła i jasności.
Wschodzi.
Faluje na wietrze oddechem miarowym
i w jego ramiona łapczywie wpleciony
nasyca zgłodniałe miłej woni nozdrza,
jak dzban lśniącej wody zdrojami.
Życie w nim rozkwita.
I jest w nim przyczyna i cel.
Jest trwanie i jest wzrost.
Jak piękno, co nigdy nie jest jednakie
- dojrzewa.
Życie daje mu siłę.
Niezmiennym parciem ku górze,
utwierdza w ziemi korzenie.
Wzrasta i wrasta.
Im wyżej swym liściom zaglądać pozwala,
tym głębiej penetruje wnętrze twardej ziemi
i mocniej rwie grudy skamieniałej gleby na strzępy.
Skrwawione palce nie przestają chwytać
nieuchwytnej wody.
Upija się duchem ziemi tak,
jak się dzban młodym winem napełnia.
Jego chwila jest krótka.
Północ zgasi światło, co wzrost ku niebu daje
i życie już sił nie będzie umacniać.
Umrze,
lecz nie bezowocnie.
Nim zwiędnie, jak kobieta,
której piękno jest ciałem okryte,
muśnięciem łodygi nierówno przyciętej
lśniącym zdrojom wody nada zapach wina.
Ten w wiatru ramiona łapczywie się wplecie,
falując jak piękno oddechem miarowym
i wdzięczną ku źródłu ciepła i jasności
o kwiecie dojrzałym pieśń wzniesie.
Warszawa, 26 lipca 2004
Magdzie, Mojej 25-miesiecznej Dziewczynie
już 13-miesięcznej i jeszcze tylko 12-dniowej Narzeczonej.
powrót na górę strony
Czekającej
Czym wiedział kierunek zmieniając,
że mnie tędy droga poprowadzi?
Ostrożnie, z namysłem, jako fundamenty
kroki w nieznane stawiane.
Szukając spełnienia dla ciała,
ducha spełnienia szukałem,
szukając spełnienia dla ducha
i ciała spełnienia doznałem.
W nadziei,
bo los nasz już w rękach nienaszych.
Mojej Magdzie
Warszawa, 15. 07. 2004.
powrót na górę strony
Nie i pokoje
Ta, co ze skały strumieniem mocnym, ożywczym wypływa,
z siłą tak wielką, że belki najcięższe
- jak wiatr drobne drzazgi - z lekkością unosi
i rzuca jak plewy daleko, aż tam,
gdzie ich oko już dostrzec nie może,
ta nie jest owocem uczucia.
...
Poczułem zapach świetlistych stokrotek,
rumianych pani lśniących w blasku słońca.
O zmierzchu woń ucichła,
a ja dalej noszę wodę
w bukłakach, co stare z młodym winem godzą.
Kazali napełnić dzbany.
Czerpali ze strumienia, co gasi pragnienie,
by zachować aż dotąd to, co mieli najlepsze.
Napełnili, choć nie nadeszła godzina.
I chwalą ich dzisiaj, choć nikt nie zna ich imienia.
Znam imiona, których nikt nie chwali,
a chwalą też takie, których znać nie warto.
Kogo pochwalą za miłość przedniejszą od wina?
Powiedz mi - dlaczego nie mija?
I jakim sposobem ma wszystko przetrzymać?
Czy dom z lichych cegieł sklecony,
nawet ten, co nie w piasek fundament swój wszczepia
przetrzymać może burzę, co drzewa figowe z korzeniami wyrywa?
Mówią, że największa.
Największa?!
Większa od wiary, co góry przenosi?!
Większa od nadziei, co zawieść nie może?!
Czy naprawdę większa?!
...
Ukochał Dziewicę Zwiastun Dobrych Wieści,
bo ta nic dla siebie nie chciała.
Monice i Arkowi Gawkowskim
na święty początek drogi
Ostrołęka, 26. 06. 2004.
powrót na górę strony
Zdecydowani
Nie było większej.
I zdaje mi się, że nie będzie.
Były bardziej nośne i bardziej światowe,
a będą bardziej trwałe i bardziej owocne.
Jaką miarę wielkości przykładam?
Czym wiedział, na co się decyduję?
Czyś Ty te sprawy wiedziała?
Czy wiemy i teraz,
gdy u progu drzwi domu już wspólnego stoimy?
Święta Nieświadomości Opatrznościowych Zamysłów,
czy z Twojego natchnienia płyną owe zdroje,
co się w jeden nurt prężny łączyć mają tak mocno?
...
Idę.
Czas biegnie.
Zadziwiające, że się w jednej chwili wciąż spotykamy.
Warszawa, 26 czerwca 2004
Mojej 24-miesięcznej Dziewczynie.
powrót na górę strony
Z nosem przy szybie
Z nosem przy szybie na światy spoglądam
- za moją dziewczyną wyglądam.
Serdecznym wejrzeniem jej postać maluję
i czuję, że światy jej wszystkie oddam.
Mojej Magdzie w dniu imienin
Warszawa, 29. 05. 2004.
powrót na górę strony
Zboża i plewy
Jest prawda słów i jest prawda milczenia
prosta, czysta i zawsze miła.
Z niedowidzenia jej jasność mącą słowa puste
i tępej głuchoty podszepty.
Przyśniła mi się moc ze słabości zrodzona.
Nie bał się jej nawet pętak z garnuszkiem u szyi,
a jednak wielcy chylili przed nią swe wyniosłe czoła
i nikt nie miał złudzeń, że ich po stokroć przerasta.
Kryłem wzrok przed pychą, która wszędzie była
i śledziłem tą, co się chciała ukrywać.
I widziałem pokorę, co lśniła złociście
i wiem, że jest taka, której nie widziałem.
Zapytaj mnie o coś, choćby o godzinę,
a powiem Ci o co, nie chcesz wcale pytać.
I wskaż na coś palcem, a poznam twój sekret
i powiem, że nie widzisz wyraźnie.
Bo po cieniu poznaję, że słońce już świeci
póki wzrok swój ku ziemi kieruję.
Magdzie, Mojej 23-miesiecznej Dziewczynie
Warszawa, 26. 05. 2004.
powrót na górę strony
Czule jak pocałunki
U Jego stóp
niziutko
z ramieniem czule objętym
obcałowanym
budzi się miłość zaspana
i ziewająca czule jak pocałunki.
Serce otwiera się jak dzwon
co zapowiada czas zwiastowania
i wszyscy smakują radości Błogosławionej.
On jest Drogą i Prawdą, i Życiem.
Żyją Ci, co kroczą ku prawdzie
przeżytej i wypowiedzianej
tak, że każdemu wolno się nią wzruszyć
i w niej odnaleźć swoje własne drogi.
Miłość.
Ona nas ku sobie powołuje
i siebie uczy
i sobą napełnia
i w siebie przemienia
i siebie nam daje.
U Jego stóp
niziutko
z ramieniem czule objętym
tęsknota spełnieniem się syci
a jedność nabiera kształtu
jakiego świat dać nam nie może.
U Jego stóp
niziutko
budzi się miłość zaspana
i ziewająca czule jak pocałunki.
Mojej 22-miesięcznej Dziewczynie
Warszawa, 26. 04. 2004.
powrót na górę strony
Modlitwa poganina
Spójrz!
Cisza rozłożyła swe ramiona
i modły ku niebu niesie w koszu pełnym miłości.
Tak się rodzi służba.
Spytałem największego spośród narodzonych z niewiasty
o prawdę uniżenia.
"Niegodzien rzemienia u sandałów wiązać..."
Czy trzeba nam aż się w skórę wielbłądzią odziać
i głód zaspokajać szarańczą leśną,
by stać się jak on - głosem wołającego na pustyni?
Czym będzie miłość moja ku Tobie,
gdy mnie piękno Boga uwiedzie?
Pójdę za Nim bez wahania
i wiem, że mnie miłość będzie prowadzić,
ale czy będę w tym Ci wierny?
On jest piękniejszy niż Ty!
Czy będę Ci wierny?
Czy pójdę dlatego, że jest piękniejszy?
Miłość tak nie robi.
Dlaczego więc pójdę?
Wieczność wyznacza kierunek.
Jak mam żyć, skoro nie wiem dlaczego pójdę?
I jaką ma być miłość?
"Światło na oświecenie pogan..."
Nie widzę!
Ulituj się, bo nie widzę...
Mojej Narzeczonej
W 21-szy miesiąc, Warszawa, 26. 03. 2004.
powrót na górę strony
Przemiana
Skrytym myślom czas nadaje kształty jasne i przejrzyste.
Niewiadome w wiadomym miejsce swe znajduje
i pytań tych samych zadawać nie trzeba.
Nowego imienia szukam dla tych rzeczy,
których znaczenie już się przedawniło
i unieść nie umie treści w nich zawartych.
A treść rośnie w oczach,
jak syn.
Lecz nie pytam mniej.
I nie jestem pewniejszy tego, co niepewne.
Z jasnych kształtów wiadomego rodzi się nowe myśli skrycie
i inne imiona już rodzą pytania.
Czas nadaje przejrzystość rzeczom.
A syn rośnie w oczach,
jak treść.
Izie Kusiak
Warszawa, 16. 03. 2004.
powrót na górę strony
Moja
Świeżością poruszeń
i śpiewem ptaków zimowym
napełniam dłoni złączone palce.
Nie przesypie się jak piasek
miłość w formę o kształcie solidnym wtłoczona.
Jak kamień rzucony w wodę,
co w kręgi fale układa
zostawia po sobie pamięć
tym, co jej wzloty widzieli.
Nie przemija to, co do trwania powołane.
Czymże jest chwila, jeśli nie smakiem wieczności?
Tak więc trwają... z nich zaś największa jest...
Ze wzruszeniem patrzę na moje w Tobie upodobanie.
Mojej Kobiecie Warszawa, 8.03.2004.
powrót na górę strony
Ach, któż tak zbił Cię, Panie
Ach, któż tak zbił Cię, Panie?
Kto ciało Twe tak zranił?
Kto cierniem przeszył skroń?
Czyj bicz Twe plecy chłostał?
Kto serce włócznią rozdarł?
Kto gwoździem Twoją przebił dłoń?
Z mej pychy bicz spleciony,
z zazdrości - cierń korony,
nieczystość - włóczni grot.
Ma zdrada cios wymierza,
przybija gniew do krzyża,
pogarda w krew zamienia pot.
Krzywdzony tak Niewinny,
karane święte czyny,
sprawiedliwości brak.
Udręka bez wytchnienia,
czas woli wypełnienia,
miłości Ojca jasny znak.
Zapłaczę razem z Tobą,
nad światem i nad sobą,
nad duszą pełną win.
Choć wartym potępienia,
niegodnym przebaczenia,
zbawieniem moim Boży Syn.
Warszawa, luty-marzec 2004
Tekst do melodii chorału "Wer hat dich so geschlagen"
z Pasji według św. Jana BWV 245 - J. S. Bacha
powrót na górę strony
Najświętszych postanowień Twych
Najświętszych postanowień Twych
unosi noc promienny blask.
I słodycz Słowa w uszach mych
- Królestwa Twego pewny znak.
Niezmiennej myśli jasny kształt,
jak Krzyż Twa wola wiecznie trwa.
Wierności mej w modlitwie drzew
samotna pieśń objawia brak.
I duszy Twojej trwożny śpiew
osłania cieniem cierni krzak.
Mej gorliwości płytkim snem
Twej męki czas wypełnia się.
Gdy dłonie czystą wodę tną,
Twą skroń obmywa gęsta krew.
Gdy szatę prawdy kłamstwa rwą,
bicz Twym oddechom czyni wbrew.
Spękanych ust szept słowa Twe
w milczące niebo rzewnie śle.
Zdruzgotał ziemi święty kształt
wzburzonych chmur dotkliwy ból.
Gdy życia dech na ziemię spadł,
Przybytek rozpadł się na pół.
Przeniknął ciszę piekła śmiech,
gdy w żyłach Twych zastygła krew.
Najświętszych postanowień Twych
zakrywa grób promienny blask.
I pamięć męki w oczach mych,
goryczy kielich pełen łask.
Wraz z bolejącą Matką Twą
pod krzyżem składam wolę mą.
O, dać cierpliwość w bólu chciej,
w ciemnościach Twoją widzieć Twarz.
Jak samotności w męce Twej
swym posłuszeństwem ulżyć wskaż.
Gdy boleść dotknie duszę mą,
daj bym wypełnił wolę Twą.
Warszawa, luty-marzec 2004
Tekst do melodii chorału "Dein Will gescheh Herr Gott"
z Pasji według św. Jana BWV 245 - J. S. Bacha
powrót na górę strony
Ptaki
Nie wiatrem kierowane,
lecz dziwnym zrządzeń wewnętrznych tchnieniem
rozdzierały niebo lotem nieprzewidywalnym.
Tysiące! Czarna chmura wewnętrznie niezgodna.
Nie czekałem ciszy, co w gałęziach je skryje,
lecz gwizdem głośnym i przenikliwym
spłoszyłem do lotu.
Wzleciały.
Zaszumiało przed oczyma od kierunków zmiennych,
a serce uciszyło zdumienie.
Ująłem czułością Twych ust kształt tak miły...
Z wysokości nieba - patrzały.
Mojej Magdzie Warszawa, noc z 18 na 19ty. 02. 2004.
powrót na górę strony
Ku bliskości wędrowanie
Podejść chciał bliżej ten,
co chodzić nie umiał, a pragnął być blisko.
- Ślisko - westchnął ciężko odnalazłszy ziemię
tuż przy swoim ciele.
Upadł razy wiele.
Smak - bez owocu,
owoc - bez drzewa,
drzewo - bez ziemi, którą trzeba orać
pługiem droższym niż czas przepędzony na niczym.
Głupim ten, kto na smak ów tak bez pługa liczy.
Pędząc czas na niczym nie można być blisko.
Gdy chodzić nie umiesz, to zawsze jest ślisko.
Agnieszce Zwierzyńskiej
Imieninowo również
Warszawa 24. 01. 2004.
powrót na górę strony
Chwała imienia
Na własną modłę
i na własne szczęścia zagubienie
gubi człowiek modłów cel i godne imię.
Zwątpienie.
Tęsknota za dobrem i za szczęściem bez granic.
Zapomnieć się w miłości, a zapomnieć o miłości
to dobrze wymierzona niespełnienia tęsknot granica.
Nie nam, lecz Jego Imieniu
chwałą niech będzie spełnienie.
Agnieszce Zwierzyńskiej
Imieninowo również
Warszawa 24. 01. 2004.
powrót na górę strony
Poranek
Nie znam świata prostego,
jasnego jak słońce,
bez kantów, na których promienie kierunek zmieniają.
Rozproszyła się prostota i oczywistość
i chce ten, kto nie chce,
a mówi, kto milczy.
Jest sól ziemi i sól w oku
i światłość na oświecenie już nie tylko pogan.
Ciemność jej nie przyćmiewa
choć mrok ziemię ogarnął
i ciszy na ulicach od dawna nie słychać.
Tak, tak, nie, nie...
A kto powie - nie wiem?
I w co się zamienia nieznanego poznanie,
gdy czar tajemnicy umyka?
Zawahał się słowik o wczesnym poranku
nie wiedząc, czy czas już by śpiewać.
Agnieszce Olak
Na Piwniczne Świętowanie
Warszawa na 21. 01. 2004.
powrót na górę strony
Trud tworzenia
Za szkicem pięknym,
co światła dziennego się nie boi,
a usta krytyka są mu miłe
- nawet te niewprawne
i dalekie od zdolności
odczytania intencji artysty
- zatęsknił pergamin
rozpięty na ramie o kształcie stosownym.
Wolność słowa, wolnośc myśli,
przestrzeń swobody, by móc wypowiedzieć
- "To piękne! A to podoba mi się mniej."
Do dzieł wielkich w trudzie trzeba się
było przysposobić.
I smutno było temperówce,
że ołówek za nią nie tęsknił.
Ołówkowi
Poranek, Warszawa 13. 01. 2004.
powrót na górę strony
Nieprzystaje
Nieustanne pytanie,
nurt mocny, wyniszczający
- jak?
Wiatr wieje z wielu stron
i wiele spraw apeluje o uwagę.
Uważam.
Jak chyba nigdy dotąd
- jestem uważny.
Odpowiedź nie przychodzi łatwo,
wie o ty każdy, kto umie pytać.
Miłość nie jest z tego świata,
a nam w tym świecie trzeba żyć.
Jak?
Milczeniem wiatru otulam tęsknoty serca.
Podglądaczom
Warszawa, noc 9-10. 01. 2004.
powrót na górę strony
Niepodobny
Z samotności wychylam życzliwe spojrzenia
na inność, co szczęścia mego dopełni miary.
Bez bólu nic się nie rodzi
i w bólu wszystko umiera.
Jestem, bo Ty jesteś
- Miłości Ukrzyżowana
i kocham, boś siebie samego zniósł wiernie do końca.
Inny - to Twoje Imię.
Gdzież szukać podobnego?
Zamykam nadzieję w Twych małych źrenicach,
a serce jak okno otwieram.
Magdzie
Warszawa, noc 7-8. 01. 2004.
powrót na górę strony
Inny
Zszedłem niziutko,
do głębi,
tam gdzie szum wiatru zamiera
a serce bić równo przestaje.
Gdzie Cię odnajdę, jeśli nie tam,
Światłości Przedwieczna?
Na górze gwar zabaw i uciech słonecznych
i śpiewów radosnych melodia.
Zszedłem w milczeniu.
Kamień spadający torował mi drogę
echem dudniącym i ostrym.
Zimno.
Nie wielu tu było przede mną
i wielu pójść pewnie nie zechce.
Kto?
Kto mi zaśpiewa pieśń wesela
w milczących głębinach poznania?
Znam lekkość bez treści i głębi.
Znam głębię wyzutą z lekkości.
Jakie imię nadać ich synowi?
Bo córkę chcę wołać - nadzieja.
Innej
Warszawa, noc 6-7. 01. 2004.
powrót na górę strony
|