|
Przedsionki
Znałem już to odczucie.
Wspomnienie futrzaków
żywcem ze skóry odzieranych
rozdarło i mego spójność ciała.
Teraz szło o człowieka.
Sine oczy,
wargi rozgryzione
i ów charczący głos,
co duszę ciału chciał wydrzeć
(zwykle, to ciało się duszy odbiera).
Obraz, co miał być dowodem
powalił mnie z nóg.
Zadziwiające uczucie trwogi...
Patetyzm słów jedynie
pomniejszy realność przeżycia,
zamieni w poetycką inspirację
ową chwilę, co naprawdę odmienia życie.
Leżałem szepcząc w sercu
"Jezu, kocham Cię..."
jak wierny uczeń swych mistrzów,
co uczyli, jak przetrwać
kolejną i kolejną chwilę.
Szumiało głośniej, niż szumi cisza...
Minęło.
Ślad w pamięci pozostał.
Na nowo pojąłem sens gorliwej pracy,
wierności w rzeczach małych
i udziału w wojnie,
która odwiecznie się toczy.
Tego wieczoru
świadom też byłem mocniej
sensu i mocy
zwykłej
parafialnej
w gronie starszych kobiet
Odkupieńczej Ofiary Jezusa Chrystusa.
Pamięci Anneliese Michel
Warszawa, 13. 03. 2008.
powrót na górę strony
Dobosz
Z nogi na nogę,
jak kula śniegowa,
co w odrzwi futrynie ślad trwały zostawia
bębenek pokaźny toczy.
Very Big Ball...
Z trzeszczących krzeseł
i szwów cichów wszelkich
czytasz istotę
owych lęków lodówki.
To troska o przetrwanie.
"Imżeś dalej schowany,
tym Cię później zjedzą"
szepcze nie na ucho konserwowy ogórek.
Ma rację.
Ten już dzień drugi żyje...
Blask słońca zakrzywia bieg światła o krawędź.
W cieniu brzucha osłania się podłamana kanapa.
Gdyby ta mówić mogła,
darłaby w niebogłosy (tapicerkę zieloną)
"Nie siadać! Na miłość - nie siadać!"
Nie rozumie biedaczka,
że ów apel o miłość
właśnie jej tych kłopotów dzisiejszych przysporzył.
I że lepiej nie będzie,
póki owa gorąca.
A tymczasem się toczy
i turla na boki
mój mały
kochany
Tum Tum.
Mamie Drugiego Boza
w trzy lata i pięć miesięcy po ślubie
Warszawa, 07. 01. 2008.
powrót na górę strony
|